piątek, lipca 13, 2012

10. "Atrofia" - Lauren DeStefano

Atrofia to debiut amerykańskiej pisarki, która ukończyła filologię angielską ze specjalizacją kreatywnego pisania. I muszę przyznać, że pomysł na książkę miała niebanalny. Już w wielu filmach i książkach ludzie próbowali udoskonalić nasz gatunek, wymyślili nawet sztuczną inteligencję.
W "Atrofii" mamy do czynienia ze światem po III wojnie światowej, w wyniku której cały świat przestał istnieć. Jedynie Ameryka Północna uratowała się, ponieważ była najbardziej rozwinięta technologicznie. I tam właśnie naukowcy wpadli na pomysł stworzenia embrionów, które będą idealne genetycznie. Pierwsze pokolenie z tych embrionów żyje sobie długie lata w zdrowiu i szczęściu. Niestety problem polega na tym, że ich dzieci umierają w wieku 20, 25 lat. I jedną z takich osób jest główna bohaterka trylogii - Rhine, która zostaje porwana i sprzedana obcemu mężczyźnie.

Cała książka opisuje życie świata zmierzającego ku całkowitej zagładzie, gdzie ludzie zrobią wszystko, aby utrzymać gatunek przy życiu. Nie ma zbytnich zwrotów akcji, ponieważ większość scen odbywa się w ścianach mieszkania bogatego Lindena i jego ojca. To dość ciekawy sposób pokazania czytelnikowi, w jakim więzieniu mieszkają ci ludzie, jak mało widzieli i jak mało mają czasu na to, aby cokolwiek z tym zrobić.

Dlatego Rhine jest swoistą buntowniczką, nie chce poddać się systemowi i pragnie być przede wszystkim wolną dziewczyną. Da się lubić główną bohaterkę, która pokazuje nam swoją aktywną formę życia. Nie poddaje się.
W przeciwieństwie do Jenny, która również została porwana i sprzedana Lindenowi. Dziewczyna po prostu pragnie przeczekać pozostały jej czas i nie wychyla się, chociaż jest bacznym obserwatorem zdarzeń.
 Z kolei najmłodsza z nowych mieszkanek domu Ashby'ego jest zachwycona swoim "więzieniem". Cieszy się z nowego życia, ponieważ pochodzi z sierocińca, gdzie nie miała takich luksusów. Najbardziej mnie denerwuje ze wszystkich. Jest wścibska, głupia i naiwna.
 Jednak, jak się okazuje w książce, nie ma tutaj bohaterów całkowicie białych lub czarnych. Ojciec Lindena to mroczna postać, której większość się boi a ja po prostu nie cierpię tego naukowca, który poświęci wszystko w imię odnalezienia leku na wirus, jaki przynosi śmierć 20-letnim ludziom.
Każdy ma swój sposób na przetrwanie tego życia. Ludzie często są nieświadomi tego, co dzieje się poza murami ich rezydencji. To smutne, ale dzisiaj też często nie wiemy co dzieje się za ścianą i sąsiedzi praktycznie nie znają się oprócz mówienia sobie grzecznościowego "dzień dobry".

Warto zwrócić w tej książce uwagę na niewolnictwo. Pomimo zaawansowanej technologii i licznych hologramów, które zastępują ludziom prawdziwe życie, przyszli ludzie cofnęli się do czasów, kiedy można było sobie kupić ludzi potrzebnych do pracy przy domu. Nie szanuję ich życia i praw, liczy się tylko dyskrecja, podporządkowanie i wydajność. Książka opisuje również różnice pomiędzy różnymi stanami Stanów Zjednoczonych. W niektórzy panuje skrajne ubóstwo, by w innych ludzie mogli chodzić na bankiety z fontannami czekolady.

Nie chcę zdradzać szczegółów fabuły, dlatego przyznam, że książka mnie wciągnęła, historia była interesująca, ale trochę za mało akcji jak dla mnie, a bohaterowie nie są niezwykle ciekawi. Zakończenie dość oczywiste, jednak myślałam, że autorka stworzy je ciekawiej, żeby zachęcić czytelników do sięgnięcia po kolejną część "Fever".

 No i przyznaję, że okładka jest niezwykle adekwatna do treści publikacji i przepiękna po prostu.

Moja ocena : 4/5

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Poprzez komentarze wchodzę na Wasze blogi i staram się odwdzięczać.
Dziękuję za każdą opinię:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...