czwartek, lipca 19, 2012

12. "Dziewczyna, która pływała z delfinami" - Sabina Berman

Lubię tego typu literaturę. I bohaterów. Takich "Małych Księciów", którzy żyją w swoim świecie i pokazują, że na wszystko można spojrzeć inaczej. Tak, debiut Barman wytyka nas, zabieganych ludzi, i śmieje się w twarz. Nie tylko nam, samego Kartezjusza wyśmiano i obalono. A konkretniej zrobiła to główna bohaterka powieści, Karen. Sama siebie nazywa hybrydą i nigdy nie zaprzeczyła temu, że jest ociężała umysłowo. Co z tego, skoro nawet z IQ telewizora można być dobrym człowiekiem o czystych intencjach. Prawdę mówiąc, podczas lektury uważałam ją za niespotykane zjawisko, ponieważ Karen twierdzi, że nie potrafi kłamać. Kto z nas nie potrafi kłamać? Ręce w górę. No właśnie, trochę lepiej, trochę gorzej, jak kto potrafi. Często bez mrugnięcia okiem ani wyrzutów sumienia. Czasami z przymusu, czasami z wygody, czasami dla dobra innych. Jednak Karen tego nie potrafi. Czego jeszcze nie potrafi? Okazywać wielu uczuć. Zna parę podstawowych, reszta wymaga od niej wielkiego wysiłku. Fascynująca postać.

 Jest niepełnosprawna umysłowo, fakt, ale czy taka zwykła Ja jej współczuję? Niezbyt. Nie wynika to z mojego braku empatii czy obojętności na losy innych. Po prostu Karen to dziewczyna, która została przedstawiona jako niezwykle zaradna kobieta. I wydrzeć się potrafi, postawić do pionu dorosłych mężczyzn. Ba, nawet jak będzie trzeba, to zacznie tłuc szyby i bić się z innymi. Wbrew pozorom mądrze mówi, nieraz czułam się głupsza od niej.W dużej mierze stała się taka dzięki swojej krewnej.

Poznajemy ją w dość opłakanym stanie, kiedy to zauważa ją jej ciotka. Isabelle jest niezwykła kobietą, z sercem i poczuciem misji. Tak, ta kobieta postawiła sobie cel, może też trochę z poczucia zwykłego obowiązku i postanowiła go osiągnąć. Chociaż ma do siebie żal w pewnej scenie w książce, to ja uważam, że bardzo dobrze wywiązała się ze swojego zadania. Również zaradna, chociaż lubiła popić, co mogę o niej więcej napisać? Była dla Karen, Karen była dla niej i tyle. Uzupełniały się.

Z samej powieści możemy się także dowiedzieć, jak działa rybny przemysł w Meksyku, ale nie tylko tam. Nigdy się tym zbytnio nie interesowałam, bo nie jestem zwolenniczką tych morskich potworów, ale po lekturze nagle zachciało mi się zapisać do Greenpeace. Taki był zamysł autorki? Nie wiem, ale jeśli tak, to się jej udało. Oczywiście wiele brudnych i mrocznych stron wielkich firm znam, bo co jakiś czas ekolodzy alarmują o różnych przekrętach, ale chęć zysków do samego końca życia niektórych ludzi jest po prostu żałosna.

Po więcej szczegółów odsyłam do lektury, która okazała się być prawdziwie wolną od stresu. Przez te parę godzin czułam, że odpoczywam i nawet mogłabym karmić te wielkie tuńczyki.

Moja ocena: 5/5

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Krótko i treściwie. Książka wspaniała, pozwala inaczej spojrzeć na świat, a takie są najlepsze. Podpisuję się rękami i nogami pod recenzją, dziękuję.

M.

Prześlij komentarz

Poprzez komentarze wchodzę na Wasze blogi i staram się odwdzięczać.
Dziękuję za każdą opinię:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...