środa, lipca 04, 2012

8. "Posłaniec" - Markus Zusak

Mogę się pochwalić, że "Pretty Little Liars. Kłamczuchy" z mojej wakacyjnej listy książek już przeczytałam. Być może napiszę, co sądzę o pierwotnej historii tej serii, na bazie której został stworzony serial, ale dzisiaj chciałabym opisać moje odczucia odnośnie książki Markusa Zusaka.


Parę lat temu, kiedy poważniejsza i symboliczna literatura była dla mnie rzadkością, dopiero odkrywałam powieści trudniejsze w odbiorze niż "Pamiętniki Książniczki" Meg Cabot tudzież inne młodzieżowe technoliteratury, natrafiłam na "Złodziejkę książek" pewnego australijskiego pisarza. Powieść została napisana z takim wdziękiem, estetyką, że po prostu ją chłonęłam. Historia sama w sobie była fascynująca. Tak dzisiaj pamiętam tamten utwór, tak wspominam, pod takim wrażeniem byłam.
I być może to, jak mądra się czułam po przeczytaniu "Złodziejki książek" skłoniło mnie po latach do sięgnięcia po inną pozycję wydaną spod tego samego pióra. Trochę starsza, z większym książkowym dorobkiem na karku, znalazłam "Posłańca" na półce (a konkretnie podłodze) w domu u koleżanki. Okładka zaprojektowana bardzo podobnie do poprzedniej mojej lektury Zusaka, intrygujący tytuł i opis z tyłu książki. Biorę!
 Swoje musiała odczekać u mnie na półce, ale kiedy się za nią zabrałam, to zjadłam wszystkie strony w przeciągu 2 dni.

Po pierwsze: pięknie wydana. Niezwykle ciekawie została książka podzielona na 5. części. Każda część utworu to inna karta, którą podczas swojej wędrówki dostaje główny bohater. Możemy zobaczyć, jak wyglądały te karty i wskazówki na nich zapisane. Oprócz tego każdy rozdział został oznaczony inną figurą z kart (nie jestem biegła w tym temacie).

I tak razem z Edem podróżujemy, ratujemy świat i oczyszczamy go z tego całego syfu, który się nazbierał koło nas. Bo szukać daleko nie musimy, główny bohater dociera tam, gdzie prawdopodobnie sam by nie poszedł, a wcale daleko szukać by nie musiał. Dlaczego? Ed jest niezwykle przeciętnym 19-latkiem, który ma przyjaciół, gra z nimi w karty i jest taksówkarzem. Nie pracuje dla służb specjalnych, nie ukończył Harvardu i nic nam nie wiadomo o innych jego pasjach. Ilu widzimy takich osób obok siebie? Wielu. Często my sami prowadzimy takie życie. No i bum, nagle Ed zostaje posłańcem.

Nie chcę ujawniać szczegółów  powieści, dlatego nie zdradzę, z czym owy posłaniec musi się borykać, ale przejdę do samej idei książki. Otóż jest to dość jasne napisane, że nie ważne, czy Smith czy Kowalski, możemy być bohaterami. I to nawet bez pelerynki. Przypomina mi to trochę historię znaną z "Kick Ass", ale tutaj to ktoś postronny napędza bohatera i daje mu kolejne zadania.. Kim on jest? Dowiadujemy się na samym końcu powieści i muszę przyznać, że jestem trochę rozczarowana. Stawiałam na bardziej oryginalny pomysł, jednak rozumiem zamysł Markusa. Przeżyć tę historię z Edem? Zastanowić się na tym, jak często przymykamy oko na cudze problemy, nawet te najmniejsze i cieszymy się, że to nie dotknęło nas? Uświadomić sobie, że należy to zmienić? Warto.

Moja ocena: 4,5/5

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Poprzez komentarze wchodzę na Wasze blogi i staram się odwdzięczać.
Dziękuję za każdą opinię:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...