sobota, sierpnia 18, 2012

27. "Przetrąceni" - Helene Hegemann

Czy można zrobić coś niesamowitego przepisując cudze teksty z bloga? Mieszając różne style i wklejając nie swoje słowa? No chyba jednak nie...


tytuł oryginału: Axolotl Roadkill
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: marzec 2011 
 
 
 
 
 
 
 
Mifti to zdezelowana nastolatka z "dobrego domu", która bawi się w jedną z bohaterek "Skins" w berlińskim krajobrazie. Prawdopodobnie z nudy, braku akceptacji otaczającej rzeczywistości i chęci poznania czwartego wymiaru sięga po narkotyki. Nienawidzi swojej nieżyjącej matki, często na haju z nią rozmawia, tak samo ze swoją nieistniejącą przyjaciółką. Stworzyła swój pewien hermetyczny świat, do którego próbuje wprowadzić nas młodziutka autorka - Helene Hegemann urodziła się w 1992 roku, "Axolotl Roadkill" to jej debiut.
 
Sama książka miała być czymś w stylu "My, dzieci z dworca ZOO", ale coś nie pykło. Przede wszystkim: cała powieść to chaos. Rzeczywistość przeplata się z koszmarami, wizjami na haju i bujną wyobraźnią Mifti. Do dzisiaj nie wiem, czy pewne sceny działy się tylko w głowie bohaterki czy faktycznie miały miejsce. Dodatkowej głębi miały prawdopodobnie zapewnić niezwykłe zdania. I tutaj muszę powiedzieć, że mój gust literacki jest zadowolony. Autorka pisze jak typowy hipster, tzn. używa wielu slangowych neologizmów, posługuje się niebanalnymi porównaniami i metaforami. Mifti wypowiada się jak osoba o ilorazie inteligencji co najmniej 150.  Miałam pozapisywać sobie jej niektóre świetne teksty, ale... bardziej skupiałam się na zrozumieniu, o czym ona w ogóle mówi. Parę zwrotów z jej monologu, które mi się spodobały : 
 
"mięsista cisza",

"podśmiechujki",

"martwomózga impreza"
No, w takim klimacie całość jest utrzymana.  Mnie się podoba, ale widać, że coś tutaj zostało zrobione na siłę.

Gdybym miała ocenić fabułę książki, jej akcję... dałabym 0. Nie ma zbytniej akcji, to po prostu pamiętnik wiecznie naćpanej młodej Niemki, która zagubiła się gdzieś w tym świecie i prawdopodobnie nie chce się odnaleźć. Mifti można lubić albo i nie cierpieć za jej nowoczesność, przypadkowy seks,  wyszukany język i masę przekleństw. Myślę, że fani serialu "Skins" by się odnaleźli i może nawet poczuli ten klimat. Jednak dla mnie próba stworzenia niesamowitego debiutu za pomocą kontrowersji, psychobełkotu 16-latki i maaaaaaaasy przekleńtw jest żałosna.

Jednak niektóre zwroty mi się strasznie podobają, pewne filozoficzne rozmyślania Mifti także.

Aha, wiecie, że ta książka jest plagiatem? Jeśli mnie pamięć nie myli, to kilka stron na końcu książki to same odnośniki, skąd autorka brała pomysł na książkę i są cytaty żywcem przepisane z cudzego bloga.
Więcej o tym "fenomenie" w pisaniu debiutanckiej książki można przeczytać TUTAJ

Niektórzy twierdzą, że książka jest genialna, tylko trzeba umieć doszukać się w niej tego ukrytego znaczenia. Osobiście uważam, że autorka (wydając książkę w wieku siedemnastu lat) bardzo chciała wyjść na berlińskiego bitnika w porywach do młodego geniusza, ale te wszystkie pomysłowe sformułowania i bełkoty nie wystarczają.

No ale plus za poruszanie ciekawej tematyki: młoda dziewczyna nieakceptująca swojego wygodnego życia bierze narkotyki i nie potrafi (najprawdopodobniej) pogodzić się ze stratą swojej mamy.

No i szybko się czyta. Chociaż nie jest łatwo.

Moja ocena: 2/5

18 komentarze:

little.decoy7 pisze...

Chętnie przeczytam, jeśli wpadnie w moje ręce ;)
Pozdrawiam!

Lorien pisze...

little.decoy7 - A to mnie zaskoczyłaś, bo myślałam, że w recenzji trochę odwodzę innych od tego pomysłu ;) Jednak widzę, że ciekawość bierze górę:D

Papcia ♥ pisze...

trzeba przeczytać , kusi .
+ obsewuje ;)

Lorien pisze...

Papcia ♥ (jaki uroczy nick) - to w takim razie życze udanej lektury. na pewno będziesz zdziwiona.

eM pisze...

Skinsów nie lubię, nigdy nie mogłam obejrzeć więcej niż pół odcinka. Po prostu nie!
Dzieci z dworca ZOO, też nie czytałam.

No to chyba książka raczej nie dla mnie ;p

Lorien pisze...

eM - "Dzieci z dworca ZOO" próbowałam przeczytać, ale była dla mnie bardzo drastyczna. Może kiedyś spróbuję jeszcze raz, bo już mnie tak nie ruszają rzeczy opisywane w tego typu powieściach. Zabawne, jak cżłowiek z biegiem czasu staje się coraz mniej wrażliwy *Lorien filozofuje xd*

Jednak książek o takiej tematyce trochę jest i spokojnie mogłabyś znaleźć coś lepszego od "Przetrąconych" ;)

Madame K. pisze...

Zdecydowanie nie trawie takich książek. Czytałam kiedyś podobną patologiczną powieść pt. "Miłość w Berlinie" i po jej skończeniu byłam mocno zniesmaczona.

AnnRK pisze...

Nie brzmi to zachęcająco, a szkoda, bo "My dzieci z dworca ZOO" to świetna książka.

http://soy-como-el-viento.blogspot.com/

~Demismo pisze...

Tematyka ciekawa, ale jakoś nie wiem...
Zastanowię się ;D

Tajemnica/Rhiamon pisze...

Chyba nie moja tematyka, ani recenzja książki niezbyt łaskawa... Zdaje mi się, że nie trafo w moje ręce.
Za to blog ciekawy więc + obserwuję. ^^

Szarlotka pisze...

Uwielbiam Skins więc na pewno przeczytam książkę, zobaczymy czy równie bardzo przypadnie mi do gustu :)

Obserwuję i zapraszam do siebie :*

Lorien pisze...

Madame K. - No a ja bardzo lubię takie patologie, ale żeby chociaż jakiś sens to miało...

AnnRK - Nie przeczytałam "Dzieci...", ale to raczej już klasyka. Może akurat Tobie "Przetrąceni" by się spodobali... kto wie;)

~Demismo - Nie polecam.

Tajemnica/Rhiamon - I dobrze, heh. Nie warto. Dzięki !

Szarlotka - Jeśli lubisz mieć sieczkę w mózgu, to proszę bardzo. Na poważnie - obejrzałam 5 sezonów Skins, uwielbiam pierwszą generację. Dlatego trochę mi się ta książka podobała, jednak była grubo przesadzona. Jak "Kumple" byli w miarę logiczni, tak tutaj misz masz, "Boga nie ma - rób co chcesz".
Dziękuję;)

Agnieszka D. pisze...

nie, to zdecydowanie nie dla mnie.

Magda pisze...

czytałam My, dzieci... bardzo dawno temu i pamiętam, że byłam pod ogromnym wrażeniem, co do Przetrąconych to sama nie wiem, tematyka ciekawa, ale boję się, że jednak książka nie spełniłaby moich oczekiwań

Lorien pisze...

Agnieszka D. - no i bywa i tak :D

Magda - Tematyka fajna, lubię takie, ale wykonanie gorsze. Mało dowiadujemy się o samej bohaterce, więcej o jej seks przygodach i rzyganiu na chodnik. Co kto lubi.

versatile pisze...

"Dzieci z dworca ZOO" to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam. Jednak opisana przez Ciebie powieść wydaje mi się zbyt przesadzona, dodatkowo nie przepadam za nadmiarem przekleństw. Daruje sobie "Przetrąconych" :)

Olcik pisze...

O, ale klapa z tą książką :(

Suza pisze...

miałam czytać, ale chyba sobie odpuszczę

Prześlij komentarz

Poprzez komentarze wchodzę na Wasze blogi i staram się odwdzięczać.
Dziękuję za każdą opinię:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...