czwartek, listopada 22, 2012

64. "Złamane pióro" - Małgorzata Maria Borochowska

Katowałam tę powieść po weselu, katowałam, kiedy w "Na Wspólnej" babki przebierały w ciuchach z lumpeksu. Jednak moje katowanie przerodziło się w czerpanie przyjemności z przedstawionej historii.

tytuł: "Złamane pióro"
autorka: Małgorzata Maria Borochowska
wydawnictwo: Poligraf
data wydania: lipiec 2012










Tył okładki prezentuje dwa fragmenty powieści, które ni to z gruchy ni z pietruchy. Wyciągnęłam ciężką artylerię i postanowiłam poszukać info w internecie. Wszędzie to samo. Chyba, że poszukamy info na stronie autorki: niebadzglupia.pl. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, bez zbytniego spojlerowania, to zapraszam na tamtą stronę.

Najpierw przeczytałam jakąś erotyczną scenę z fortepianem, później zobaczyłam mroczną okładkę z fortepianem. Zakładam, że powieść będzie o jakiś rozterkach wybitnej pianistki. A tu zdziwienie, bo spotykam Emily Crewe, która skończyła sobie jakieś bliżej nieokreślone studia i wyjeżdża na wieś, gdzie będzie pisała książkę. Ma bliską znajomą, którą boi się nazwać swoją przyjaciółką - Alicję. Do tego nie zabraknie przystojniaka - zdolnego, na moje oko bogatego, ambitnego i oczywiście przystojnego. Losy trójki się spotkają, oni sami tworzą całą historię i nie potrzebujemy zbytnio dodatkowych bohaterów. Oczywiście pojawiają się epizodycznie goście, którzy na dłuższą metę nie zostają w powieści.

W tej części powieść kojarzyła mi się z jakimś "Domem nad rozlewiskiem", "Nigdy nie mów nigdy" itp. Co prawda, większości takich polskich produkcji nie oglądałam (o biedny nasz polski przemysł filmowy), ale poczułam tego typu klimat. Głupia ja, o jakże się myliłam.Otóż "Złamane pióro" nie jest jednym z przykładów prostych historii z "kocham cię" w tle. Dlatego historia po pewnym rozbiegu zaczyna wciągać i nie wiadomo kiedy zaczynamy kibicować bohaterom, zamiast biernie oglądać, jak tłuką ziemniaki, co często wyprawia się w polskich szanownych serialach.

I wszystko może sprowadziłoby się do "Barw szczęścia" przełożonych na papier, gdyby nie problemy z przeszłością głównej bohaterki. Jej problemy emocjonalne to przyczyna czasem dziwnego  zachowania, jednak przez długi czas nie dowiemy się, co takiego wydarzyło się, że dziewczyna uciekła od zgiełku miasta, brudnych chodników i promocji w supermarketach. Ta sprawa została świetnie poprowadzona, wciąga czytelnika. Co jakiś czas pojawiają się wstawki z przeszłości Emily, ona sama nie lubi o tym mówić, jednak znajdziemy pewne smaczki, które tylko dodają nam apetytu na poznanie tego sekretu. Sama zastanawiałam się, o co chodzi tej Emily i czemu rzuca mięsem na swojego kawowego Adonisa.

W drugiej części książki odnosiłam wrażenie, że to "książka o książce w ramach książki". Jeśli ktoś nie wie, co mi chodzi po łepetynie, to zapraszam do obejrzenia fascynującego zderzenia reżyserki Białowąs z krytykiem Filmwebu. (klik klik, trochę się pośmiejmy). Czułam, że nie powinnam czytać terapeutycznego dzieła Emily, tym bardziej, że nie wiedziałam, czy śmiać się czy płakać. Chociaż tekst był dobry, to nie wiem jak ocenić wątek z morderczymi fortepianami. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ponieważ mogłabym zabrać przyszłym czytelnikom pewną frajdę, ale przyznaję, że fragmenty powieści były dla mnie wskazówką, że główna bohaterka ma nieźle popaprany umysł. W końcu fortepiany nie są mordercze, to słodkie śpiewające istoty. Rudi Szubert nie mógł się mylić. Albo mam zniszczone dzieciństwo.

Jednak nie mogę zaprzeczyć, że fragmenty fantastycznej powieści wciągają. Przypominały mi troszkę "Żelaznego Króla". Duża ilość postaci, walka dobra ze złem. Może pewnego rodzaju walka ze swoimi demonami i oczyszczenie? Sądzę, że taki wątek był potrzebny tej powieści.

Pomimo mojego zlepku dziwnych słów, które mogłyby sugerować, że naśmiewam się czasami z bohaterki i jej problemów, chcę zaznaczyć, że powieść podobała mi się. Do połowy była grząska, z trudem się przedzierałam, ale później czytałam szybciej niż Felix leciał z kosmosu.

Nawet tego dziwnego, cynicznego Jacoba polubiłam. Daleko mu do modnych w literaturze badassów z romantyczną duszą, ale momentami zachowywał się nawet lepiej. Alicji nie oceniam, ponieważ wcale mnie nie interesowała. Była, istniała, jednak nie pragnę poznać jej bliżej.

Tylko pytanie: dlaczego takie imiona? Mamy Alicję Nowak i Emily Crewe. Akcja dzieje się nigdziebądź, nie jest jasno zaznaczone co i jak.  I w wyniku mamy mieszańca: amerykańską wieś w polskich realiach z francuskim akcentem.

 Momentami denerwował mnie styl pisania, jakby mnoga ilość synonimów miała uplastycznić tekst/nadać jakiejś oryginalności. Niepotrzebnie pisać o prawdziwym życiu w taki nierealny sposób.Chyba, że jest się Bruno Schulzem.

Podsumowując: Czy jest to genialna powieść, jak twierdzi reklama na okładce? Wątpię. Jednak przyciąga, wsysa lepiej od polskich komedii romantycznych. Historia bywa słodko-gorzka, ale po przeczytaniu nie dostałam niestrawności. Powieść kieruje emocjami, pokazuje ich cały wachlarz. W "Złamanym piórze" odnajdziemy dużą ilość szarości, przez którą przebijają się ciepłe promienie.

Polecam osobom, które wolą coś mniej odmóżdżającego od najnowszego wydania Cosmopolitan, jednak nie liczą na zbyt poważną prozę. Na zbytnią akcję proszę też nie liczyć, bo najwięcej dzieje się w głowach bohaterów. Coś psychologicznego? Może o tym, że trzeba samemu sobie wybaczać? Dla mnie idealnie, bo jednak ludzie sami w sobie są fascynujący.

Egzemplarz recenzencki dostałam od samej autorki, za co serdecznie dziękuję. Jednak nie wpłynęło to na treść mojej opinii.

A Wam:
Miłego czytania i do usłyszenia!

13 komentarze:

Zirtael pisze...

Hmm z chęcią bym przeczytała ;) już sama okładka mnie przyciąga. ;D

Taki jest świat pisze...

Zapowiada się ciekawie:)

StrawCherry pisze...

Kocham Twoje poczucie humoru^^ Okładka mnie przyciąga, jest naprawdę świetna. Książka zapowiada się całkiem nieźle, ale na razie mam w planach kilka bardziej obiecujących pozycji... Mordercze fortepian? Aż mnie korci, żeby dowiedzieć się o co chodzi xD Co do polskich komedii romantycznych to mam wrażenie, że jak się widziało jedną, to widziało się je wszystkie...

Polaris pisze...

No ale przecież tłuczenie ziemniaków jest takie fascynująceee!

Agnieszka pisze...

Nie wiem co myśleć o tej recenzji.

Scarlett pisze...

Jakieś takie nijakie mi się to wydaje - niby trochę głębsze, ale jednak wciąż płytkie. Niby życiowe, a potem zaraz fantastyka. Walka ze złem na jakiejś wsi i Emily Nowak. Nie.

B-e-a-utiful pisze...

jakoś mnie nie zacheciła :)

Upadły anioł pisze...

jakoś nie w moich klimatach :( cóż trudno się mówi :)

bezrobotna.pl pisze...

Nie jest to zdecydowanie książka dla mnie, ale ubawiłam się przy czytaniu recenzji :). I dyskusja Białowąs z krytykiem - bezcenna :)

Created Eternity pisze...

Ciekawa recenzja!
Obserwuję i czekam na rewanż ;)
Pozdrawiam!

Marta pisze...

Zapowiada się fajna książka :) będę o niej pamiętać :)

Madame K. pisze...

Nie jestem do niej do końca przekonana.

Marciocha pisze...

no ciekawa pozycja, ale na razie nie mam czasu:(

Prześlij komentarz

Poprzez komentarze wchodzę na Wasze blogi i staram się odwdzięczać.
Dziękuję za każdą opinię:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...