sobota, listopada 24, 2012

65. "Kiedy bóg był królikiem" - Sarah Winman

Ta książka zajęła mi ponad tydzień czytania, jednak śmiało mogę powiedzieć, że dla upartych można ją skończyć nawet w jeden, dwa dni. Jednak ja trzaskałam zadania na maturach, rozjeżdżałam przechodniów na jezdni i nawet pofarbować włosów nie mam kiedy. Życie, życie jest nowelą...



tytuł: "Kiedy bóg był królikiem"
autor:
tłumaczenie: Krzysztof Obłucki
tytuł oryginału: WHEN GOD WAS A RABBIT
 Dowcipna, ciepła i wzruszająca opowieść o pewnym rodzeństwie, o więzach pomiędzy bratem i siostrą, rodzinnych sekretach, ale przede wszystkim o miłości – w każdej jej formie(...)
Wcale nie ukrywam, że to nie mój książkowy radar namierzył tę pozycję. Wyręczyła mnie pewna Brytyjka, a ja tylko spijałam słowa z jej ust i czym prędzej pobiegłam do księgarni, aby chociaż po grzbiecie pomacać tę wymarzoną książkę. Przyznaję także, że najpierw przyciągnął mnie... tytuł. Kiedy go usłyszałam to pomyślałam sobie: "O, muszę przeczytać tę ateistyczno-hipstersko-króliczą książkę. Muszę być inteligentna i skończyć ze wszelkimi magazynami "dla 13-latki, szczęśliwej nastolatki!".

Jednak okazało się, że faktycznie królik nazywał się bóg, a kiedy istniał w życiu Ell wszystko było lepsze. I to właśnie od tego okresu w życiu dziewczyny rozpoczyna się cała historia. A rozpoczyna się aż w latach sześćdziesiątych i trwa mniej więcej do 2001 roku. Poznajemy małą dziewczynkę, jej brata starszego o 5 lat i resztę nietuzinkowej rodziny. Postrzeganie świata przez Ell przypomina mi subiektywną narrację troszkę naiwnych obserwatorów z "Charliego" czy "Chłopca w pasiastej pidżamie". Czytelnik spokojnie zrozumie to wszystko, czego sama bohaterka nie do końca pojmuje. Świetne zagranie, Winman.

Chciałabym wspomnieć, że jest to debiut literacki. Jak dla mnie, niesamowity. I nie, nie zawsze potrzeba koki w żyłę, seksu na śmietniku i spirytusu w gardle, żeby stworzyć coś zaskakującego na rynku. Cała kontrowersja tej książki tkwi w jej cieple. Przed długi czas była dla mnie takim promyczkiem pełnym niebanalnych dialogów, pełnowartościowych, niczym ciemny chleb, bohaterów i wnikliwych obserwacji.

Podróżujemy przez czas z bohaterką, która swoje w życiu musi przejść, jednak niezmiennie zachowuje swoje cechy 9-latki. Wcale nie przeszkadza to w odbiorze, proszę mnie nie zrozumieć źle . Ell jest wrażliwa, ale nie infantylna. Dziewczyna poznaje różne smaki ludzkiego padołu, jednak nie zmusza nas do czytania jakiegokolwiek psychobełkotu. Co nie zmienia faktu, że niektóre fragmenty mam ochotę wrzucić sobie na opis na gg, stronę startową albo wytapetować nimi pokój. Kto odważny, niech czyta:

-Wierzysz w Boga, Arthurze? - zapytałam, jedząc ostatni kawałek biszkoptu.
-Czy wierzę w starca z białą brodą siedzącego z chmurach, osądzającego nas, śmiertelników, zgodnie z dziesięciorgiem przykazań? Dobry Boże, nie, Elly, nie wierzę! Już wiele lat temu byłbym wyrzucony poza nawias tego życia przez swoje szmatławe poczynania. Czy wierzę w tajemnicę, niewytłumaczalny fenomen, jakim jest życie samo w sobie? W coś potężniejszego, co oświeca niekonsekwencje w naszym życiu, co daje nam pragnienia, jak i pokorę, żeby wstać, otrzepać się i zacząć wszystko od początku? W tym wypadku tak, wierzę. To źródło sztuki, piękna, miłości, dające nieskończone dobro rodzajowi ludzkiemu. To dla mnie jest Bogiem. To dla mnie jest życiem. W to właśnie wierzę. (...)
- Myślisz, że królik mógłby być Bogiem? - zapytałam od niechcenia.
- Nie ma absolutnie żadnego powodu, dla którego królik nie mógłby być Bogiem.

Ha! Wiedziałam, że jednak coś ateistycznego jest w tej książce.

Jednak bardziej opowiada o przyziemnym życiu, a nie metafizycznych doznaniach. I o czym jeszcze? O czymś, o czym lubię czytać. O pięknej, trudnej, wieloletniej przyjaźni. Przyjaźni, która zostanie przerwana jeszcze wtedy, kiedy królik był bogiem. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. A bohaterowie potrafią odnaleźć wspólną drogę. Brakowało mi jednak jakiejś damsko-męskiej znajomości, na którą w wieku 30 lat chyba już pora. Ell bardziej przejmuje się życiem uczuciowym swojego brata i ciotki, niż swoim własnym, który w dodatku nie istnieje. W sumie coś ciekawego, bo prawie wszędzie pojawia się jakaś love story, ale tutaj mały dramacik by nie zaszkodził.

Muszę przyznać, że jest pewna rzecz, po której chciałam już uznać, że zostałam oszukana, a całe to życie to smutna, brudna szmata. A autorka nie ma serca. Napisała parę poruszających rozdziałów. Doprawdy świetnie potrafi poprowadzić nas przez wszelkie sytuacje, w których po ładnym, słonecznym dniu przychodzi zesłanie na Sybir. I tak w kółko, aż sama nie wiem, czy się wzruszać, czy może zobojętnieć na kolejne przygody bohaterów.

Owe przygody nie są wielce wyszukane. Nie spotkamy tutaj wyścigałek, rozwałek i mortal kombata. To powieść, do której parzymy sobie smaczny baniak herbaty. Siadamy w fotelu z rozkładaną drabiną pod nogi. Zapalamy milion świeczek. A co dalej, to już każdy wie.

Język prosty, niezbyt wyszukany, jednak sprawia wrażenie poetyckiego i mądrego. Moja misja z inteligentną lekturą zakończona pomyślnie!

Podsumowując: wydawca się nie pomylił, "Kiedy bóg był królikiem" to ciepła, prosta, wdzięczna powieść, która jest jednocześnie mądra, ale nie narzuca nam swojej filozofii. Dobra do czytania wtedy, kiedy mamy czas, aby móc ją przeżyć. Tej książki się nie czyta, bo brak wszelkich strzelanek. W tę powieść trzeba się tylko i aż wczuć.

Polecam osobom, które lubią czasami zwolnić i sięgnąć po dobrą, obyczajową książkę. Powieść idealna na jesień, na zimę też się nadaje. Czasami popłaczemy, czasami pośmiejemy się z delikatnego dowcipu. Życie, życie jest nowelą...

I prawdę mówiąc, chciałabym żyć w czasach, kiedy królik był bogiem.

Moja ocena: 5/5
Miłego czytania i do usłyszenia!

credit: obrazki pożyczone od wspaniałych tamblerowiczów (tumblr.com) i jakiegoś gandalfa.

14 komentarze:

Agnieszka pisze...

Wygląda fajnie.

Taki jest świat pisze...

Doskonała recenzja :)

Kinga pisze...

Po pierwsze: świetnie się Ciebie czyta. Rewelacyjna recenzja. ;)
Książkę miałam w dłoniach. Dostałam ją w tym roku na dzień dziecka. Przejrzałam, poczytałam fragmenty i... wymieniłam. Na "Białą jak mleko...". Nie wiem, czy zrobiłam dobrze, ale ani razu nie żałowałam swojej decyzji. Chociaż teraz, po Twojej recenzji, jakieś dziwne myśli zaczęły mi kiełkować w głowie...

Falka pisze...

Hej Ty, lubię jak piszesz! A książkę uwielbiam, już dawno ją dorwałam i mam podobne wrażenia.

Marciocha pisze...

fantastyczny tytuł :) mam nadzieję, że kiedyś spotkam ;)

B-e-a-utiful pisze...

intrygująca <3

Madame K. pisze...

A mnie właśnie tytuł książki nie zachęcił, a wręcz przeciwnie. Po przeczytaniu recenzji, jestem jednak całkowicie do niej przekonana. Koniecznie muszę jej poszukać.

Polaris pisze...

O proszę, jednak jest coś obyczajowego co może mi się spodobać! Bardzo fajna recenzja, rozglądnę się za książką :)

Pinko pisze...

ej, super recenzja Ci wyszła ! ;) czuję się maksymalnie zaciekawiona ;d

Szarlotka pisze...

Tak, zdecydowanie uwielbiam Twoje recenzje :)

StrawCherry pisze...

Tytuł fantastyczny, książka wydaje się sympatyczna i gdy tylko znajdę chwilę (i dorwę gdzieś książkę) na pewno się nie zawaham^^

Madelaine. pisze...

Skoro książką taka dobra to aż szkoda będzie ją odnosić do Książnicy </3

CrazyNice pisze...

Fajny blog ! zapraszam do mnie http://nastolatkazprzypalami.blogspot.com/

Marta pisze...

Ależ mnie zachęciłaś! Muszę przeczytać!

Prześlij komentarz

Poprzez komentarze wchodzę na Wasze blogi i staram się odwdzięczać.
Dziękuję za każdą opinię:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...