niedziela, lutego 17, 2013

88. "Pokuta" - Ian McEwan

Mówi się, że "książka lepsza od filmu".
"Książka jest jak film w Twojej głowie"
Sama mówię "Czytam zanim obejrzę".

No i masz głupia babo. Tym razem film okazał się lepszy...

tytuł: Pokuta
autor:
tłumaczenie: Andrzej Szulc
tytuł oryginału: Atonement
Powieść o wielowarstwowej fabule poruszająca tematy miłości, wojny, grzechu i odkupienia. Kawał wyśmienitej prozy przez wielu krytyków uznany za arcydzieło, odkrywający meandry ludzkiej świadomości.

W pewien upalny ranek 1935 roku trzynastoletnia Briony Tallis jest przypadkowym świadkiem sceny miłosnej pomiędzy młodym Robbiem a swoją starszą siostrą Cecilią. Wyobraźnia dziewczynki podsuwa jej różne interpretacje tego wydarzenia, co prowadzi do tragedii. Wybucha II wojna światowa, Briony zostaje pielęgniarką, stawia pierwsze kroki jako pisarka. Zdaje sobie sprawę z wyrządzonego przez siebie zła. Pisarstwo staje się jej pokutą, a kolejne wersje pisanej opowieści coraz bardziej przybliżają ją do prawdy owych kilku upalnych dni. Ale czy w tym wypadku pokuta może oznaczać odkupienie?


 Chodziłam za Ianem McEwanem jak pan Menel za zbawiennymi 50. groszami, ponieważ od dłuższego czasu słyszałam o jego powieściach bijących na głowę wszystkie dzieła Paulo Coelho. Los jednak zesłał mi najpierw ekranizację jego chyba najsłynniejszej książki (warto zapoznać się także z "Amsterdem", do dużo nagród zdobył holender). Warto nadmienić, że ekranizacja wyszła spod igły mojego aktualnego ulubieńca wśród reżyserów, którym jest Joe Wright.

Przepiękne obrazy, świetnie zestawione ze sobą różne wątki, idealni aktorzy (Keira potrafi zagrać i  u Jane Austen i niezrównoważoną psychicznie równie przekonująco). Krótko mówiąc, oglądając film "Pokuta" nie odnosiłam wrażenia, jakobym była jedną z tych zdesperowanych kobiet pragnących taniego i szybkiego romansu. Wszystko było na wyższym, idealnie wypolerowanym poziomie, który z godnością zdałby wszelkie testy białej rękawiczki.

Dla wszystkich fanów tego filmu wrzucam jeszcze smutniejszy filmik odpowiadający nastrojowi powstałemu w ekranizacji powieści. Dodam, że zawiera liczne spojlery, bez których prawdopodobnie nie miałby sensu. Muzyka porusza wszelkie struny zagrzybiałych serc. Chyba, że ktoś nie przepada za smętami. Uwielbiam takie domowe produkcje użytkowników youtube.






To ten typ romansów, których nie można zajadać tanimi krakersami. W filmie leją się łzy, przed telewizorem leją się łzy, a "Pamiętnik" to lekkie romansidło.
Autor w powieści także zręcznie manipuluje  uczuciami czytelników, którzy za każdym razem muszą spuścić z tonu, kiedy ich plany dotyczące bohaterów spalają się na panewce.


Historia niecodziennej miłości dwojga młodych ludzi, których życie przeplata się z niszczącą siłą drugiej wojny światowej to coś, do czego często sięgam. Autor zasługuje na pochwały samego zakończenia książki, które po części zaskakuje, ale w dużej mierze zostawia nas z poczuciem "co za genialny pomysł". Genialna jest też sama koncepcja z wykorzystaniem pozornie drugoplanowej postaci - Briony.

I w tej chwili zatrzymam się przy samych bohaterach. Zaznaczę, że Briony nie napawa mnie wstrętem. Pragnie podporządkowania się sobie i pewnej uwagi od otoczenia. Każdy należy do jej własnej widowni.Chce być kimś wyjątkowym. Mierzyła ponad swój stan i dlatego musiała odbyć pokutę za swoją pychę, złość, cokolwiek nią kierowało. Jednak 13 lat to przecież idiotyczny wiek. Bez obrazy, ale ja jako 13 latka kręciłam swój własny teledysk do "To nie ja byłam Ewą" Edyty Górniak.


Kreacja kochanków nie odbiega aż tak bardzo od innych romansów. Czy można w ogóle powiedzieć, że odbiega od rzeczywistości? Mamy młodych, zbuntowanych, pragnących życia ludzi, którzy sprawiają wrażenie ptaków, które nie mogą wyrwać się ze swojej klatki.
 Cecilia to bohaterka żyjąca w swoim bałaganie pośród książek. Jest uparta, cierpliwa i dumna, co dowodzi w dalszej części powieści. Moją uwagę przyciągnął jednak Robbie Turner, który jest idealnym romantykiem w tej książce. Wojna go zmienia, zmienia też jego postrzeganie świata, wartości i cele. Nie zmieniła jedynie jego uczucia i zakurzonych wspomnień. No i jak świetnie wygląda z fają w ustach:) Przynajmniej w filmie, ale musiałam o tym wspomnieć.

Wszystko pięknie, jednak rozczarowałam się (nie chcę zdradzać fragmentu fabuły, ale muszę to uwzględnić) wybuchem ich miłości. Wzięła się znikąd. Jest to tak mało realistyczne, jak i fascynujące. W końcu czy jedno zdanie potrafiło otworzyć zadymione od zdecydowanie za dużej ilości papierosów uczucia? Myślę, że niejeden młokos próbował tekstu niczym z "Pokuty", kiedy uskuteczniał chamski podryw na dyskotece. I myślę także, że z mizernym skutkiem. Najwidoczniej zabrakło tego czegoś, co pojawia się nagle między bohaterami. I tak samo prędko znika, zostawiając za sobą jedynie wspomnienia ulotnej chwili.





Nie podoba mi się sposób przedstawienia wydarzeń. Każdy bohater ma swoją część, która trwa aż do końca jego historii. Wątki się nie przeplatają, nie uzupełniają tak jak w filmie. Całość gromadzi się w czytelniku aż do spektakularnego finału w 1999 roku w Londynie.

Podsumowując, koncepcja "Pokuty" zasługuje na owacje. Historia została zrealizowana porządnie, jednak po bardzo dobrej ekranizacji spodziewałam się genialnej książki. Wszystko w wykonaniu jest przyzwoite, a język przystępny. Od takiej miłości oczekiwałam czegoś więcej. Może jestem rozgoryczona zakończeniem? Raczej pod wrażeniem. Niezmiennie tego typu zakończenia historii wywołują u mnie poczucie, że to jest lepsze od wielu pisanych na jedno kopyto lovestories z napisem FIN na końcu 345 odcinka.

Polecam zarówno mężczyznom jak i kobietom, ponieważ książka McEwana to nie tylko dwójka zakochanych w sobie ludzi. To rozrachunek z wojną, z sumieniem i małą dziewczynką, która widziała zbyt dużo i zbyt dużo sobie wyobrażała.

Moja ocena: 4/5


FIN

11 komentarze:

!-nochi pisze...

...a ja na filmie zasypiałam. ^^'

Marta pisze...

zgadzam się, że film był lepszy od książki :)

M. pisze...

jedna z najlepszych książek, które przeczytałam :)

Carline pisze...

Oglądałam film, ale na książkę wciąż poluję ;d

Madame K. pisze...

Planuję przeczytać książkę, ale nad filmem się jeszcze zastanowię.

Tenebris pisze...

Chciałbym obejrzeć film.
http://twojatworczosc.blogspot.com/

StrawCherry pisze...

Nie czytałam ani nie oglądałam, a wydaje się być ciekawe ;)

AnnieK pisze...

To chyba skuszę się na film.

iHate pisze...

super piosenka *_*

Zirtael pisze...

Książkę mam na półce, a film zobaczę dopiero po jej przeczytaniu. Wolę nie narzucać sobie z góry konkretnych wyobrażeń. ;D
Pozdrawiam!

Kermit pisze...

Niestety wcześniej nie znałam. Jednak o ile na książkę za bardzo ochoty nie mam, to z filmem raczej się zapoznam. ;)

Prześlij komentarz

Poprzez komentarze wchodzę na Wasze blogi i staram się odwdzięczać.
Dziękuję za każdą opinię:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...