niedziela, lutego 24, 2013

90. "Czerwień rubinu" - Kerstin Gier

Nasz piękny Stary Kontynent bardzo często zachwyca się książkami zza oceanu. Zombie, jednorożce i sadomasochistyczny facet w białym kołnierzyku. Nie wolno zapomnieć o skaczących po drzewach wampirach. Sama to wszystko łykam jak małe dziecko, zachwycając się płomiennymi romansami upadłych aniołów w typowych high schoolach.
Ostatnio jednak natrafiłam na książkę, która przykuła moją uwagę. Im dłużej za nią biegałam, tym trudniej było ją zdobyć. Dlatego los sprawił, że została mi pożyczona całkowicie przypadkowo. I tak przypadkowo zaczęłam ją czytać. Brawo, Niemcy. Warto zaznaczyć, że rzadko to mówię, a tym bardziej piszę.
Autorka Trylogii Czasu z pochodzenia jest Niemką. Dawniej imała się wszelkich prac, mam nadzieję, że nie była żywicielką wszy jak Herbert, ale dopiero pisanie przyniosło jej spełnienie i samorealizację. Zaczęła tworzyć dla innych Helg w swoich książkach dla kobiet.  Jak się okazuje, nadwiślańska dziewczyna też się w tym wszystkich zaczytuje z przejęciem.


tłumaczenie: Agata Janiszewska
tytuł oryginału: Rubinrot
seria/cykl wydawniczy: Trylogia Czasu tom 1 
Trylogia Czasu jest tak wciągająca, że w zasadzie należałoby powiedzieć: «wsysa»; jest dowcipna, a zarazem totalnie romantyczna. Pewnego dnia piętnastoletnia Gwen odkrywa, że jest posiadaczką genu podróży w czasie – niespodziewanie przemieszcza się o sto lat wstecz. Okazuje się, że nie jest jedynym podróżnikiem - istnieje całe tajne bractwo, zajmujące się kontrolą dwunastu podróżników w czasie – Gwen jest ostatnim z nich. Szybko odkrywa, że jedenastym jest bardzo atrakcyjny dziewiętnastolatek: Gideon. Ale zakochiwanie się nie jest takie proste gdy się skacze tam i z powrotem w czasie i gdy trzeba wypełnić niebezpieczną misję w XVIII. wieku.



Historia opowiada o dziewczynie Gwen, która, jak się okazuje po różnych zagmatwaniach, posiada gen podróżowania w czasie. Fakt sam w sobie niesamowity, jednak akcji i dreszczyku emocji zapewnia tajemnicza grupa, która zrzesza wszelkich tego typu podróżników. Na przełomie wieków jest ich dwunastu. I każdy musi oddać kropelkę krwi do chronografu, jeśli chce zapobiec niekontrolowanym przeskokom między dinozaurami i Cinemaxem. Problem pojawia się wtedy, kiedy jeden z chronografów zostaje ukradziony...

Kerstin Gier stworzyła hermetyczny świat, w którym na każdym kroku spotykamy jakąś tajemnicę i  hasła dostępu. Nie wyjaśniając wszystkiego zmusiła mnie, rządną przygód czytelniczkę, do sięgnięcia po kontynuację trylogii, w której mam nadzieję otrzymać więcej odpowiedzi niż pytań.

japońska okładka
Sam prolog wrzuca czytelnika na głęboką wodę podróży w czasie. Czytelnika zdezorientowanego, który nie wie, kim są bohaterowie, po co i dlaczego to wszystko się dzieje. Dalej jest już tylko głębiej, historia nie zwleka z akcją, chociaż jest dość sinusoidalna. Przemiennie łączy współczesność z nagłym zwrotem akcji o 100 lat wstecz. Aby urzeczywistnić stowarzyszenie fanów niecodziennych podróży, Gier wplotła do powieści niebanalne nazwiska prawdziwych osób, które w książce same miały większy lub mniejszy wpływ na wydarzenia.  Nie pozwala to na oderwanie się od lektury, która pomimo swoich historycznych elementów jest zrozumiała dla każdego.

Na uznanie zasługuje także fakt, że autorka żyjąca w wszechogarniających wilkołakach, których jeszcze niedawno można było  spotkać w co drugiej kinder niespodziance (teraz są to erotyczne gadżety za sprawą pani E. L. James), zdecydowała się na podróże w czasie. Motyw jak najbardziej znany, jednak przykuwa uwagę jego nowoczesna odsłona w formie nastoletniej serii wydawniczej.

Gwen jest osobą, która utożsamia przeciętność nastoletnich uczennic. Autorka prawdę mówiąc nie przedstawiła jej wad. Zestawiła jej postać z kontrastującą Charlottą, która jest ucieleśnieniem złej siostry Kopciuszka. Nie podoba mi się tak schematyczny zabieg, jaki znany jest od czasów historii biednej dziewczyny gubiącej pantofelka o północy na przyjęciu. W "Czerwieni rubinu" także występuje książę, Gideon, który jest z kolei marzeniem kolekcjonerek Bravo i fanek złych chłopców, od których serce szybciej bije, a w głowie pojawia się pustka. Zbyt typowe, zbyt młodzieżowe.

Do minusów, nie mogę się powstrzymać, zaliczyłabym także wstępy do kolejnych rozdziałów. Po prostu mnie nużyły, chociaż, tutaj z kolei plus, często wyjaśniały jakieś kwestie i dodawały czasami coś nowego. Dla mnie te urozmaicenie książki mogłoby nie istnieć

Nadmienię tylko, że niezwykle wymowna okładka przyciąga wzrok, pomimo znanego wielu czytelnikom klasycznego zdjęcia dziewczyny na okładce (2/3 okładek z Amber chociażby). Wszystko zostało dopracowane. Chciałabym trzymać tę książkę u siebie na półce przez dłuższy okres czasu.

Podsumowując, "Czerwień rubinu" przede wszystkim zapewnia rozrywkę, odrywa od twardych podłóg w supermarketach i na parę godzin przenosi do epoki gorsetów. Książka nie szokuje, nie prowokuje, ale jest zgrabnie napisana. Stworzona z pewnym pomysłem, który zaprocentował zadowoleniem czytelniczki takiej jak ja.

Polecam fanom gatunku, chętnym na dobrą, niezobowiązującą powieść o nastoletnich misjach w wiktoriańskich czasach.

Moja ocena: 3,5/5

Miłego czytania i do usłyszenia!

PS: Rzekomo książka wielu osobom nie przypadła do gustu. Pod tym postem można wylać na nią wszystkie żale:) 

15 komentarze:

Maruda007 pisze...

Trzecia część jak dla mnie najlepsza:) Ciekawe porównanie Charlotty do złej siostry kopciuszka;) Wiedziałam, że kogoś mi przypomina:)
Pozdrawiam!

AnnieK pisze...

A ja uwielbiam tę serię.

versatile pisze...

Ta książka ma w sobie coś niesamowicie wciągającego. Właśnie czytam drugi tom i wręcz nie mogę się oderwać :)

Pati13xd pisze...

Czytałam wiele pozytywnych opini na temat tej seri i mam coraz wieksza ochote ja przeczytac.
Obserwuje.

alice pisze...

Pochłonęłam tę książkę w jedno popołudnie i przyznam, że jest ona jedną z lepszych książek dla młodzieży.

Kaja pisze...

Osobiście uważam, że choć nie jest to najlepsza książka ze swojego gatunku,to niezaprzeczalnie ma w sobie coś co przyciąga czytelnika i nie chce go puścić. Własną przygodę z tą serią zawsze wspominam bardzo ciepło, gdyż humorowi i kreatywności pani Gier nie można się oprzeć (ja chociaż nie potrafiłam tego zrobić :))
Pozdrawiam :)

Madame K. pisze...

Ja będę jedną z tych osób, gdyż książka po prostu mi się nie spodobała. Po tak wielu licznych, pozytywnych recenzjach naprawdę spodziewałam się dzieła sztuki. Kiedy sama się przekonałam co tak naprawdę za sobą kryje, tylko mocno się rozczarowałam.

Lorien pisze...

@Madame K. - chodzi o bohaterów i te ich schematyczne zachowanie?

Ciastek pisze...

Mnie do gustu nie przypadło. Bohaterka była tragicznie rozplanowana, jej kochanek niby łotr, też nie zdobył mojej sympatii. Ogólnie powieść miała na siłę wciśnięte wątki humorystyczne. Stanowczo i kategorycznie cała trylogia nie podobała mi się.

Na otarcie łez prezentuję drogim czytelniczkom trailer filmu który ma powstać. Też mi się nie podoba, postacie nie są takie jak w książce :<

http://www.youtube.com/watch?v=tUMThE6bH2Q

Suza pisze...

Dopiero planuję ją przeczytać ;)

Liss Carrie pisze...

Mam dopiero w planach, a słyszałam o niej wiele pozytywnych opinii. Niedługo się za nią zabiorę, a mówiąc niedługo mam na myśli miesiąc może więcej :D

http://recenzentka-carrie.blogspot.com/

KaRo pisze...

Mam w planach całą serię. Podróże w czasie - to zdecydowanie coś dla mnie. (:
Pozdrawiam!

Cassin pisze...

Trylogia Czasu to dla mnie jedna z najlepszych serii - głównie dlatego, że niezależnie od tego ile razy ją czytam, potrafi mnie rozśmieszyć i skutecznie poprawić humoru. Najbardziej lubię tom pierwszy - najwięcej razy też go czytałam w całości.
Nie mogę przeboleć tego, że nie będzie w Polsce ekranizacji w kinach :(

Lorien pisze...

@Cassin - cooo, ja już się wybierałam do kina ze znajomą! :(

Marta pisze...

oj na mnie nie zrobiła wielkeigo wrażenia. Ot, takie czytadełko z idiotką, zamiast bohaterki i lalusiem, zamiast bohatera :D

Prześlij komentarz

Poprzez komentarze wchodzę na Wasze blogi i staram się odwdzięczać.
Dziękuję za każdą opinię:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...