środa, marca 27, 2013

102. "Władca much" - William Golding

Hej, dzisiaj przedstawiam sobie i Wam kolejną książkę z wyzwania BBC. Tym razem pora na lekturę szkolną amerykańskiej latorośli, którzy prawdopodobnie mają dość pewnych mocno nieletnich chłopców w równym stopniu, jak ja chciałabym się uwolnić od Wokulskiego.
70. Lord Of The Flies, William Golding
tytuł: Władca much
tytuł oryginału: Lord of the Flies
 Nagrodzona Noblem klasyka światowej literatury 
Jedna z najważniejszych powieści XX wieku.

Książka opisuje grupę chłopców, ocalałych z katastrofy samolotu. Na bezludnej wyspie rozbitkowie podejmują próbę zorganizowania własnych rządów i społeczności z dala od cywilizacji. Nieoczekiwanie próba ta kończy się tragicznie. Dzieci z dobrych domów pozostawione sobie zamieniają rajski krajobraz w prawdziwe piekło.

Golding w mistrzowski, niemal bolesny dla czytelników sposób rozwiewa złudzenia o dobrej naturze człowieka.

 Cała historia kojarzy mi się ze zmutowanym Bullerbyn z masą rozpieszczonych pierwszoklasistów gimnazjum. Historia wciągnęła mnie od pierwszej strony, w której od razu rozpoczyna się przygoda młodocianych rozbitków.

Władza, walka o przetrwanie z domieszką Cast Away - to wszystko jest znane w powieściach i ich filmowych odpowiednikach. Jednak Golding wstrząsnął publiką jednym szczegółem, który spowodował, że powieść staje się przerażającym studium ludzkiej psychiki. Czy to nie właśnie dzieci są uważane za niewinne, nieskażone brudami wielkich cywilizacji i wyścigiem szczurów? Czy w umyśle 12-latków latają sobie motylki po bezkresnych łąkach utytłanych w lukrowe tęcze? Golding podaje jednoznaczą odpowiedź, której chyba nie chcielibyśmy słyszeć. W końcu dzieci to też ludzie, oczywiste. A i tak traktuje się je jak obywateli drugiej kategorii. I mówię to z doświadczenia, bo ja akurat dobrze pamiętam swoje dzieciństwo, gdzie każdy uważał 10-latkę za bezmózgą kreaturę żyjącą treściwymi bajkami pokroju Teletubisiów. Co z tego, że biegałam w wędkarskiej kamizelce i bawiłam się w Terminatora. Idealnie bym pasowała do "Władcy much".

Golding przeniósł nas w scenerię bezludnej wyspy, gdzie warunki zmuszają do utraty pewnej części człowieczeństwa. Czy to znaczy, że środowisko warunkuje to, na ile jesteśmy ludzcy? W określonej scenerii przeistaczamy się w zwierzęta kierujące się instynktem. Gdzie wtedy znajduje się nasza wyższość nad światem natury, skoro to owa natura ma nad nami władzę i od jej kaprysu zależy nasz kolejny przetrwany dzień.

Noblista w zaskakujący sposób uzewnętrznił typowo ludzkie głęboko skrywane pragnienia, które dotykają także dzieci. Może tego nie zauważamy, kiedy patrzymy na chłopców bijących się transformersami, jednak gdyby przedstawić tę sytuację w ekstremalnych warunkach, gdzie słodkie potomstwo rzuca w siebie dzidami?

Książka bardzo dobrze buduje napięcie, ale na brawo zasługują genialne dialogi. Widać w nich wszystkie mroki, emocje, okrucieństwo. Słowa potrafią być najgorszą z broni. Wszystko zależy od tego, jak coś wypowiemy i do kogo. "Władca much" to bardzo dobry przekrój umysłów. Golding rezygnuje ze stereotypów.

Co ważne, ta książka daje do myślenia. Jak widać, moja dzisiejsza recenzja to bardziej zbiór luźnych przemyśleń wynikłych z przeczytania krótkiej (naprawdę, nawet ja przeczytałam to w jeden dzień) powieści.
Pozornie dobre intencje chłopców przyprawiają o gęsią skórkę, całość sprawia wrażenie niewinnej opowieści. Dopiero po zaklimatyzowaniu się w historii, czytelnikowi spada na kark cały ciężar nieuniknionej katastrofy.

Znany zespół Iron Maiden stworzył utwór o tytule "Lord of the Flies": klik klik



Nie zapominając o "Czytam, zanim obejrzę" wstawiam zwiastun filmu z 1990 roku. Istnieje także wersja z lat 60.
Dla zainteresowanych, całość filmu można obejrzeć na youtubie: klik klik
Ale najpierw skłaniam do przeczytania powieści! Gdybym mogła, to sama dałabym Goldingowi Nobla.

Moja ocena : 5/5
PS. Żarcik dla tych, co przeczytali "Igrzyska śmierci" i "Władcę much"
Kto ogląda Spongeboba, też zrozumie tę parodię. Mam dziwne poczucie humoru:)

Miłego czytania i do usłyszenia!

poniedziałek, marca 25, 2013

101. "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" - Jonas Jonasson

Hej. Ta książka zdecydowanie nie jest hipsterska pomimo swojego niesamowitego tytułu. Co więcej, znalazłam ją podczas poszukiwań mojej idealnej bibliografii do prezentacji maturalnej. Polonistka uznała, że to barachło (prawdopodobnie dlatego, że po prostu tego nie przeczytała, NIEPRZYCZYTANE=DO NICZEGO), ale ja i tak wiem swoje. Chociaż do prezentacji maturalnej nie wykorzystam tej książki, bo nie mam żadnych opracowań. Może przyszłe roczniki zacytują mojego blogaska. Ale lepiej nie, chciałabym, żeby poczciwy czytelnik zdał tę maturę. Nie przedłużając, shall we?

tytuł:Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął
tłumaczenie: Joanna Myszkowska-Mangold
tytuł oryginału: Hundraåringen som klev ut genom fönstret och försvann
„Szwedzki Forrest Gump”! Setne urodziny, huczna impreza w domu spokojnej starości i Allan, jubilat, który wyskakuje przez okno. Mężczyzna rusza w ostatnią życiową podróż. Na dworcu staje się właścicielem pewnej walizki i od tej pory zostaje poszukiwanym. Przemierza Szwecję, zdobywa przyjaciół i ukrywa się przed prokuraturą, która z czasem chce go oskarżyć o potrójne morderstwo. Snuje także opowieść o swojej przeszłości – okazuje się, że jego stuletnie życie było równie absurdalne, co sama ucieczka przed wymiarem sprawiedliwości. Ta książka to także podróż przez XX w. Allan powiada, jak jadł kolację z Trumanem, leciał samolotem z Churchilem, pił wódkę ze Stalinem... Najzabawniejsza książka, jaką w życiu czytałem – rekomenduje Lasse Berghagen, znany szwedzki aktor.



szwedzka okładka
Tę książkę najlepiej zacząć bez wtajemniczania się w powyższy opis wydawnictwa. W tym wypadku historia najlepiej smakuje, kiedy poznajemy ją stopniowo, podróżując razem z bohaterem. Owa podróż, która jest następstwem heroicznego wyjścia przez okno w samych kapciach, to obraz fascynującego życia po życiu w trakcie życia. Zaplątałam się, oczywista sprawa.

niemiecka okładka
Otóż tytułowy Stulatek przeżył już wszystko. Autor tak powiązał ze sobą wszelkie wątki, aby bohater swoje długie życie spędził w większości na nogach. Jonasson zręcznie wplótł życiorys Allana z historią współczesną. Nie ukrywam, że czytając tę fikcję literacką dowiedziałam się znacznie więcej niż w trakcie popołudniowego ziewania podczas zajęć lekcyjnych. Wszyscy bohaterowie, w tym Stalin, zostali przedstawieni okiem głównego bohatera, który sam w sobie jest niezwykle specyficzny.
estońska okładka




Doszły mnie słuchy czytelników (samo wydawnictwo tak też reklamuje swoją książkę), że "Stulatek..." to inna forma "Forresta Gumpa". Myślę, że to stwierdzenie pasuje jak pięść do nosa, ale i takie rzeczy zdarzają się w życiu. "Stulatek..." to po prostu biografia kolejnego ciekawego człowieka z historią, o jakiej wielu chciałoby móc powiedzieć "byłem, widziałem".
australijska okładka

Allan jest młodzieńcem uwięzionym w ciele stuletniego mężczyzny. Jego rozumowanie i postępowanie przywodzi mi na myśl nieopierzonego chłopaka wkraczającego w życie, którego matka powiedziała kiedyś "co ma być, to będzie". I tego owy Allan się trzyma przez kolejne dekady swojego bujnego życia. To fascynująca postawa życiowa człowieka, który ma nadwyżkę szczęścia i troszeczkę rozumu. Nie da się go nie lubić, chociaż (jak każdy) czasami sytuacja zmuszała go do mało wzorowych zachowań.



włoska okładka
Czy "Stulatek..." to świetna komedia? I tak i nie. Bardziej skłaniałabym się do stwierdzenia, że do tej książki należy podchodzić z dystansem, co sugeruje chociażby sam tytuł szwedzkiej powieści. Historia miesza się z fikcją opisywaną subiektywnym, stuletnim tonem młodzieniaszka. Jednak jest w tym niewymuszony humor, który czasami pojawia się w dialogach a czasami mamy do czynienia z komizmem sytuacyjnym. Co przypadło mi do gustu. Nie ma nic gorszego od natrętnej narracji, która wręcz wyrywa się do czytelniczych gardeł: "A TERAZ MASZ SIĘ ŚMIAĆ I CIESZYĆ, ŻE NAPISAŁEM COŚ ZABAWNEGO". Uwierzcie mi, przeczytałam tyle młodzieżówek, że nieraz spotykałam się z taką sytuacją.
Także humor jest, jednak nie dostawałam od śmiechu zadyszki.

amerykańska edycja
Sama historia ostatniej podróży pewnego krnąbrnego człowieka byłaby za słaba, abym w niej przepadła. Tak samo prawdopodobnie pomyślał sam autor, ponieważ wydarzenia przeplatają się ze wspomnieniami Allana z jego całego życia. Jeden rozdział współcześnie, drugi cofa się o x-dziesiąt lat. 

Podsumowując, to książka o niebanalnym, lecz także przypadkowym życiu, w którym duże znaczenia miał ślepy los. Lecz przede wszystkim to po prostu dobra lektura.


Nie wiem też, czy skandynawskie książki muszą to mieć, ale nawet tutaj dość znaczący jest wątek kryminalny. Rozpieszczajcie mnie dalej.

Moja ocena: 5/5



“Things are what they are, and whatever will be, will be.” 


inteligentny tumblrowski obrazek
Miłego czytania i do usłyszenia!

piątek, marca 22, 2013

100. Ulubione książki znanych osób #1


  1. Alec Baldwin: Zabić drozda - Harper Lee
  2. Anne Hathaway: Tajemniczy ogród - Frances Hodgson Burnett
  3. Barack Obama: Pieść Salomonowa - Toni Morrison
  4. Chevy Chase: Moby Dick - Herman Melville
  5. Daniel Radcliffe: Mistrz i Małgorzata -  Michaił Bułhakow
  6. Drew Barrymore: Człowiek w poszukiwaniu sensu Viktor E Frankl
  7. Emma Thompson: Odyseja -  Homer

    środa, marca 20, 2013

    99. "Trzy oblicza pożądania" - Megan Hart

    Ta książka to istna kosa. Sukcesywnie podcinała mi żyły, jednocześnie uzależniając od siebie.
    UWAGA: Cała opinia składa się z mniejszych lub większych spojlerów. Nie zdradzam zakończenia, ale parę istotnych kwestii związanych z bohaterami. 

     tytuł: Trzy oblicza pożądania
    autor:
    seria/cykl wydawniczy: Mira
    wydawnictwo: Harlequin Mira
    Nigdy nie zdradziłam męża. Nie miałam też żadnych powodów, by podejrzewać, że on mnie zdradził. A teraz zapraszaliśmy obcą osobę do naszego łóżka. Musiałabym być stuknięta, żeby nie czuć niepokoju.

    Pożądanie zwyciężyło nad zdrowym rozsądkiem. Zupełnie jak w przeszłości, gdy moje ciało zignorowało rady umysłu i serca. Dojrzałam, ale nie zmądrzałam.

    Stałam pomiędzy, ale jednocześnie ponad nimi, jak dama między dwoma królami. Byli opanowani, choć gotowi zmienić to w każdej chwili, czekali tylko na moją komendę. Nie byli podobni, ale w tej chwili całkowicie nierozróżnialni.

    – Chodźcie – powiedziałam cicho, ale obaj mnie usłyszeli. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do sypialni, nie oglądając się za siebie. (…)

    Podniosłam powoli ręce, ujęli moje dłonie i wtedy ich przyciągnęłam. Poczułam na plecach ręce męża obok rąk Alexa. Nie byliśmy już trójkątem o ostrych wierzchołkach, lecz tworzyliśmy krąg. Spleciony z ramion, nóg i złączony wspólnym pragnieniem.

    francuska okładka
     Hart stworzyła historię na pozór idealną do krótszej wersji kolumbijskich seriali. Jest piękna, przykładna matka Amerykanka (chociaż nie ma dziecka), która po bułki jeździ Jeepem, bo w Kalifornii jest niezwykle trudne ukształtowanie powierzchni(moja wizja bohaterki, nie wiem, gdzie mieszkają). Jest i przystojny budowlaniec, który w swoim fachu dorabia się milionów + rzeźbi swoje i tak idealne ciało. ALE ALE!

    Na tym historia nigdy się nie kończy. Widza trzeba czymś przyciągnąć. Albo pieniędzmi albo władzą albo seksem. I knuciem niecnych planów.

    Główna bohaterka, której imienia już nawet nie pamiętam, w głębi serca prowadzi niezwykle traumatyczne życie. Oczywiście czytelnik musi przez nie przebrnąć, babrając się w nudnych wspomnieniach o alkoholizmie. Mało tego, duża część powieści skupia się na relacjach  teściowa - synowa. Teściowa to czyste zło i władza w jednym, perfekcyjna postać do nieskomplikowanych tworów telewizyjnych. Wydzwania, pyta CO SIĘ DZIEJE U JEJ DZIECKA. Żyć nie daje. Może to prowadzić jedynie do ostatecznego starcia, o którym nie mogę zbyt wiele napisać w tej chwili, aby nie obdzierać międzynarodowego bestselleru z aury tajemnicy.

    Jednak z aury kipiącego pożądania muszę trochę się pośmiać.
    Wyobraźcie sobie, że żyjecie z mężem na tyle, że wiecie jak nazywał się jego ulubiony Teletubiś. I nagle na arenę wkracza wielki przyjaciel ze studiów, o którym nie miałyście większego pojęcia. Brzmi logicznie?

    Całość napędza pewna tajemnica, bo jakim cudem owy przyjaciel wkracza do sielanki? W TOPie bohaterów wiąże toksyczna więź. Myślę, że Mąż kocha Przyjaciela, Przyjaciel kocha Męża i Żonę, a Żona to Porażka. Nie tylko pozwala traktować się przedmiotowo, ona tego pragnie i nie potrafi żyć bez elementu, który burzy jej życie. Jej postawa prowadzi do autodestrukcji. Zastanawiam się tylko: po co w takim razie brnęła w małżeństwo, skoro nie zna pewnych podstawowych zasad. Kobieta dojrzała, która chciała mieć wszystko. No istna famme fatale przedmieścia. Takie są najlepsze.

    Ta książka jest po prostu niezwykle irytująca. Nie potrafiłam zrozumieć nikogo z owych bohaterów. Skłonna bym była stwierdzić, że brak mi pewnego podejścia psychologicznego, jednak z powodu tego, kim jestem, nie mogę tak napisać. Książka "Trzy oblicza pożądania" opisuje historię trójki rozpieszczonych ludzi. Nie zawsze mieli lekko w życiu, jednak postanowili sobie to odbić. Sęk w tym, że z racji swojego wieku musieli zabrnąć w zbyt poważne, jak na ich móżdżki, relacje.

    hiszpańska okładka
    SPOJLER
    Poza tym pragnę podzielić się małym spostrzeżeniem: który normalny mąż pozwala, aby jego najbliższy przyjaciel wypożyczał sobie jego żonę do seksualnych aktywności, a później owy mąż dziwi się, że kobieta zaczęła odczuwać coś do przyjaciela? Nie trzeba mieć wyższego wykształcenia, aby wiedzieć, że seks często bywa dla kobiet istotny i wytwarza hormon więzi (pewnie dla mężczyzn też, nie są potworami:).

    Dodam, że zakończenie jest jak najbardziej chore, denerwujące i czytelnik zaczyna współczuć tym ludziom. Aż chce się zacytować pewien sławny tekst z "Sali samobójców". Autorka tak zręcznie pokierowała bohaterami, że nie mogę się oprzeć kontynuacji i nie wiem, czy byłabym zdolna popełnić drugą część, ale jest to wielce prawdopodobne.

    Podsumowując, myślę, że to książka o ludziach, którzy pogubili się w tym swoim dobrobycie. Szukali problemów i je znaleźli. Czy warto to czytać? Zdecydowanie nie, jednak zostało opisanych dużo scen erotycznych, więc jeśli kogoś tylko to interesuje, to myślę, że odnajdzie to, czego szuka. Chociaż szczerze? Nie powala. Już królowa "50 twarzy Greya" bardziej się wysiliła z kreacją Czerwonego Pokoju czy jak mu tam;)

    Moje ocena: 1/5

    Wiem, że moja recenzja może być grafomańska, ale Hart wysoko postawiła poprzeczkę.
    Dla tych, którzy ciągle się wahają: kipiąca pożądaniem okładka. Czy twórcy nie mieli czegoś mniej oczywistego w swoim grafikach?

    Hola hola, dla ciekawych: to nie koniec historii. To dopiero pierwsza część cyklu pt "ALEX KENNEDY". Trzeba być kimś, żeby doczekać się serii książek o sobie samym. I pomyśleć, że mamy sagę "Zmierzch", a nie sagę "Edwarda Cullena" - od razu byłoby lepiej wg Hart.

    Pewnie się czepiam...

    Miłego czytania i do usłyszenia!

    poniedziałek, marca 18, 2013

    98. "Syrena" - Tricia Rayburn

    Moje książki ostatnio cierpią na syndrom przeciętności. Niby wszystko całkiem przyzwoite, jednak nie mam pojęcia, co takiego odkrywczego mogłabym na ich temat napisać. To boli.




    tytuł: Syrena
    tłumaczenie: Kloczkowska Anna
    tytuł oryginału: Siren
    seria/cykl wydawniczy: Syrena tom 1 
    Dla Vanessy i Justine Sands miały to być zwyczajne wakacje w miasteczku Winter Harbor, w towarzystwie braci Carmichaelów.
    Jednak kiedy Justine wybiera się nad urwisko, by skakać do wody, a nazajutrz fale wyrzucają jej ciało na brzeg, Vanessa nie ma wątpliwości, że to coś więcej niż wypadek.
    Całe nadbrzeżne miasteczko wpada w popłoch, kiedy następuje seria ponurych zdarzeń – fale wyrzucają na brzeg ciała mężczyzn z twarzami zastygłymi w uśmiechu… Vanessa i Simon próbują ustalić, czy te wypadki mają cokolwiek wspólnego z Justine i Calebem. Ale to, co odkryje Vanessa, może oznaczać koniec jej wakacyjnej miłości, a może nawet życia…
     

    To moja pierwsza styczność z takową historią, na którą liczyłam od dłuższego czasu. Świat oceanu jest fascynujący nawet bez fantastycznych tworów. 

    Tricia Rayburn ma niebyłe zdolności w zakresie kreowania nadmorskiego klimatu. Piasek wysypywał się z powieści, w powietrzu czuć było morską bryzę, a mojej wannie pływały mordercze syreny.
    Co prawda, dowiedziałam się, że w greckiej mitologii syreny to stwory stworzone z kobiety i ptaka, natomiast kreatury na kształt rusałki to znane nam syreny. Mniejsza, bo zaczynam kręcić, ale chodzi o to, że tytuł oryginału powinien brzmieć Mermaid a nie Siren (dziękuję ludziom z goodreadsa za oświecenie, że autorka jest lekko niekompetentna)

    Te dwa różne wyobrażenia syren wywołują czasem nieporozumienia, chociaż są one tożsame. W niektórych językach (polskim, francuskim, hiszpańskim, portugalskim lub rumuńskim) i tłumaczeniach "syrena" oznacza istotę związaną z wodą. W innych językach z reguły oznacza półkobietę-półptaka, np. ros. сирена (zob. także syrin), ang. siren, szw. sirene – w odróżnieniu od istot związanych z wodą: ros. rusałka, ang. mermaid lub szw. sjöjungfru.
    - wikipedia.

    Historia niestety niczym nie różni się od typowych młodzieżowych filmów, w których jest ta dobra, ta zła i ten przeprzystojny młody bóg , który lawiruje pomiędzy dwoma bohaterkami. Książka rozpoczyna się niestereotypowo, jednak zakończenie jest jak najbardziej schematyczne. Niektóre wydarzenia przypominają mi filmy z Brucem Willisem, który zawsze w ostatniej sekundzie uratuje cały świat i zbawi poczciwych Amerykanów. Żałuję, że tego typu historie już mnie nie porywają, a wymagania rosną. Jednak trzeba przyznać, że nikłą rozrywką jest przewidzenie zakończenia powieści po 40 przeczytanych stronach.

    "Syrena" odbiega od uroczych historii w stylu "Akwamaryny" (polecam film dla dziewczyn w gimnazjalnym przedziale wiekowym, bardzo mi się podobał swego czasu). W tę historię wpleciony jest pewien mrok i wszechobecne poczucie niebezpieczeństwa. To jeden z atutów powieści. Autorka zakłada stworzenie kumulacji napięcia. Problem pojawia się wtedy, kiedy osoba domyślająca się rozwiązania zagadki po prostu zaczyna być sfrustrowana naiwnością bohaterów - małych Sherlocków.

    W książce Rayburn powracamy do czasów irytujących, bezwolnych bohaterek, którym los i tak przyniesie księcia, pełną lodówkę i opłaconą kablówkę. Wszyscy je kochają, ale one i tak nie potrafią tego dojrzeć. Co więcej, główna bohaterka przez całe swoje życie nie potrafiła dowiedzieć się, jaki ma naprawdę kolor oczu! SPOJLER: Zaznaczę tylko, że nikogo zbytnio nie zaciekawił fakt, że Vanessa przetrwała pod wodą ponad 30 minut bez szwanku na zdrowiu.

    Wiem, że wyszły dwie kolejne części i pewnie będę musiała po nie sięgnąć z czystej ciekawości, czym takim mnie zaskoczy Tricia. Niczym? Wielce prawdopodobne.

    Podsumowując: "Syrena" to niezobowiązująca pozycja idealna do czytania na plaży, ponieważ idealnie pasuje w nadmorskie klimaty. Książka to miks thrillera z typową młodzieżówką, co niestety wpływa na niekorzyść powieści. Zagadki kryminalne są dość przewidywalne. (Wystarczy przeczytać tytuł powieści, aby wszystko zrozumieć.)  Związki pomiędzy bohaterami również. Romans średnio ciekawy. Wszystko na skraju przeciętności.

    Polecam chętnym na bliższe zapoznanie się z mało mitologicznymi syrenami, które przede wszystkim potrzebują pomocy psychiatrycznej.  

    Sequel do "Syreny" to "Głębia":
    Moja ocena: 3/5

    Miłego czytania i do usłyszenia!

    sobota, marca 16, 2013

    97. Czytam zanim obejrzę: "Złodziejka książek"

    Być może zatrzymałam się w rozwoju intelektualnym, ale jak przeczytałam powieść Markusa Zusaka mając 13 lat, tak do dzisiaj uważam ją za świetną pozycję na rynku.
    I dlatego zrobię osobny wpis o ekranizacji tej książki, zamiast upychać ją do WK.

    tytuł: Złodziejka książek
    autor:

    tłumaczenie: Hanna Baltyn
    tytuł oryginału: The Book Thief
    Rok 1939. Dziesięcioletnia Liesel mieszka u rodziny zastępczej w Molching koło Monachium. Jej życie jest naznaczone piętnem ciężkich czasów, w jakich dorasta. A jednak odkrywa jego piękno - dzięki wyjątkowym ludziom, których spotyka, oraz dzięki książkom, które kradnie. 




    Ekranizacja

    Sophie Nelisse została wybrana na odtwórczynię głównej roli ekranizacji popularnej książki australijskiego pisarza Markusa Zusaka.
    Młodziutka kanadyjska aktorka ma zagrać Liesel Meminger, dziewczynkę, która uczy się czytać na kradzionych książkach i zaprzyjaźnia się z żydowskim uciekinierem, którego chowają pod schodami jej przybrani rodzice.
    Rodziców zagrają Geoffrey Rush i Emily Watson.
    W roli Maxa Vandenburga zobaczymy Bena Schnetzera.
    Nagrania rozpoczną się w przyszłym miesiącu w Berlinie. To będzie angielskojęzyczny debiut Sophie.

    Miłego czytania i do usłyszenia!

    czwartek, marca 14, 2013

    96. Meksykańskie lektury szkolne

    Milion lat temu stworzyłam wpis z częścią lektur w szkołach średnich w Stanach Zjednoczonych. Zaczęłam je czytać i przyznaję, że dotychczas się nie zawiodłam. Pora wyszukać w bibliotece "Portret Doriana Grey'a".
    Trochę niżej pod Stanami Zjednoczonymi znajduje się Meksyk.
    "Aura" - Carlos Fuentes
    WYDANE W POLSCE
    Historia dość niebanalna. Otóż młody historyk zostaje zatrudniony w ponurym domostwie, gdzie mieszka starsza babcia. Ma opracować wspomnienia zmarłego męża kobiety, generała  Llorente. W zniszczonych czasem murach mieszka także młoda i piękna krewniaczka babci - Aura. Młody mężczyzna, Felipe, snuje erotyczne fantazje o dziewczynie, jest nią oczarowany i pragnie wyrwać dziewczynę z tak zrujnowanego domu.
    Pracując nad kolejną partią wspomnień generała znajduje zdjęcie młodej Consuelo z mężem - kobieta wygląda dokładnie jak Aura. Okazuje się, że dziewczyna była jedynie iluzją, przywołanym przez staruszkę odbiciem jej samej z czasów młodości. 


    WYDANO
    Miała to być pierwsza powieść Gabriela Garcii Marqueza. Dzięki swym dziadkom znał historię Macondo i dzieje rodziny Buendia, prześladowanej fatum kazirodztwa. Świat, w którym rzeczy nadzwyczajne miały wymiar szarej codzienności, zwyczajność zaś przyjmowana była jako zjawisko nadprzyrodzone, świat bez czasu, gdzie wiele rzeczy nie miało jeszcze nazw, był też jego światem. Potrzebował aż dwudziestu lat, by wreszcie spisać te rodzinne opowieści z całym dobrodziejstwem i przekleństwem odniesień biblijnych, baśniowych, literackich, politycznych; uświadomił nam, że "plemiona skazane na sto lat samotności nie mają już drugiej szansy na ziemi".
    Jest to również lektura w kolumbijskich szkołach, ale o tym może kiedy indziej:)

    WYDANO
     Jan Baptysta Grenuille, obdarzony niepospolitym zmysłem węchu, tworzy najdoskonalsze na świecie eliksiry do produkcji perfum. Zachwyca się nimi nie tylko XVIII-wieczny Paryż, centrum mody i elegancji. Sam Grenuille nie jest jednak zadowolony. Oto owładnęła nim myśl, by wydestylować wonność nad wonnościami, pochodzącą z... dziewiczego kobiecego ciała. Owładnięty idée fixe, postanawia znaleźć dziewczynę o doskonałym zapachu, choćby nawet miał popełnić zbrodnię... Słynna powieść z sensacyjną akcją na tle sugestywnej panoramy obyczajowej Paryża, pełna niezwykłych zdarzeń i postaci, utrzymywała się przez trzy lata na listach bestsellerów!



      Battles in the Desert & Other Stories -






















    poniedziałek, marca 11, 2013

    95. "Silna i kobieca jak wzmocnić swój magnetyzm" - Rachael Jayne Groover

    Ojej, trochę czasu minęło od dnia, kiedy dostałam tę książkę do recenzji. Jednak spokojnie, już zaczynam swój wywód o wzmacnianiu magnetyzmu.


    tytuł: Silna i kobieca jak wzmocnić swój magnetyzm

    tytuł oryginału: „Powerful and Feminine: How to Increase Your Magnetic Presence and Attract the Attention you Want”

    Dlaczego część pięknych kobiet postrzegamy jako nieatrakcyjne? Co mają w sobie przeciętne w gruncie rzeczy panie, które wchodząc do pomieszczenia sprawiają, że momentalnie cichną wszystkie rozmowy, a spojrzenia zebranych osób wędrują w ich kierunku? Odpowiedzi na te pytania postanowiła udzielić Autorka tej książki – piosenkarka, mówczyni motywacyjna i założycielka międzynarodowej społeczności kobiet, które zajmują się rozwojem osobistym i duchowym.

    Jej pierwsza na polskim rynku, przepełniona humorem książka pokazuje, jak wzmocnić swoją indywidualność, wejść w głębsze związki z innymi i odkryć na nowo własną zmysłowość. Wbrew pozorom nie jest to wcale trudne i przeznaczone dla wybranych. Autorka wyjaśnia, czym jest esencja kobiecości i jak możesz stać się jej uosobieniem, dzięki czemu otoczenie zacznie Cię postrzegać, jako osobę zmysłową, pewną siebie i wrażliwą. Pomoże Ci w tym 35 prostych ćwiczeń służących do zwiększenia kobiecego magnetyzmu. Dowiesz się także, jak okazywać swoją siłę i jednocześnie nie odpychać od siebie innych osób. Poznasz również 5 błędów, które niezależne kobiety najczęściej popełniają w swoich związkach. Zaczniesz przykuwać uwagę nie tylko swoim wyglądem, ale i osobowością.

    Wykorzystaj swoją kobiecość.

    Owa kobiecość wcale nie leży w wykorzystywaniu złotych rad z magazynów dla pań, jak zdrowo zapuszczać włosy, ale gdzieś głęboko w nas. Autorka postanowiła skupić się na otaczającej ludzi energii, która płynnie przez nas przepływa. Wydaje mi się to o wiele trudniejsze od włożenia niebotycznych butów, ale spróbujmy.

    Każdy rozdział rozpoczyna się jakimś cytatem, mądrością tygodnia.Całość, przyznaję, jest dobrze poskładana. Wstęp, rozwinięcie w ciekawych punktach i zakończenie, podsumowanie.
    Autorka jednak nie chce przekonywać nas jedynie do swojej prawdy, ale zachęca do różnych ćwiczeń. Przyznaję, że nie zrobiłam żadnego z nich. I nie wynika to z mojego oczywistego lenistwa, ale po prostu

    "Kiedy następnym razem poczujemy złość czy frustrację, nie zamykajmy swego serca. Nie bójmy się. Otwórzmy swe ciało i wyciągnijmy ramiona na boki (...)"
     Ta książka to przede wszystkim zachęta do samoświadomości samej siebie. Wciskamy się w różne role, a potem dziwimy się, że nie ma osoby, która polubiłaby nas takimi, jacy jesteśmy. I pomijając moje pseudogłębokie przemyślenia, podoba mi się taki zamysł owego poradnika. Chociaż zauważyłam wiele aspektów, których po prostu nie rozumiem.
    Przykład? Proszę bardzo.
    W tej publikacji znajdziemy rozdział między innymi o tym, jak rozmawiać ze swoim łonem. Proszę bardzo, nikomu nie bronię i nie neguję, rozmawiajmy. Tyle, że jestem na to zbyt ograniczona i prawdopodobnie niegodna, aby mądrość łona do mnie przemówiła.

    Sądzę, że poradnik przypadnie do gustu osobom, które są dumne ze swojej odmienności od mężczyzn i które chcą to jakoś zaakcentować swoim zachowaniem. To coś różnego od propagowanych mądrości z Cosmopolitan, gdzie kobieta we wszystkich sferach życia poradzi sobie bez pomocy drugiej osoby. Nie wnikam, po której stronie sama stoję, nie w tym rzecz. Jednak ciekawy jest fakt, że nie tylko postawa feministki jest jedyna i słuszna.

    Myślę, że dzieło Groover nie odkrywa Ameryki i nie zmusza do głębszych przemyśleń, ale skłania nas ponownie do znanych rad, które najwidoczniej muszą być prawdziwe, skoro tak często się o nich słyszy.  Oprócz tego serdecznie zachęcam wszystkich do tego, żeby po prostu pobyć ze sobą i się trochę o sobie dowiedzieć. A wtedy żadne poradniki nie będą potrzebne, bo wszystko będzie jasne.
    Podsumowując, to poradnik dla kobiet oczekujących przede wszystkim wewnętrznych zmian, bo jak twierdzi cytat ze środka książki 
    Z urodą się człowiek rodzi. Lecz piękno każdy może w sobie rozwinąć.
    Banalne. Lecz prawdziwe. Tylko, że samym czytaniem poradnika jeszcze nic nie zmienimy.

    Otrzymałam ten egzemplarz książki do recenzji od wyd. Studio Astropsychologii.
    Fakt ten nie wpłynął na treść mojej opinii.
    Zdjęcia zrobione w celach promocyjnych i żeby mój blog ładniej wyglądał:)

    Miłego czytania i do usłyszenia!

    piątek, marca 08, 2013

    94. Do przeczytania: marzec 2013

    Hej. To będzie chyba najkrótszy z moich wpisów o niebanalnych planach czytelniczych na najbliższy miesiąc. Pomijam to, że minął już tydzień marca:)
    Otóż postanowiłam sobie, że przeczytam coś z rozgłosem, coś, co doczekało się już adaptacji (i to nie jednej). Do tego będę poszerzała swoje polskie horyzonty i w końcu spróbuję jednego ze słynnych skandynawskich kryminałów.
    Bibliotekarka odmawiała...
    Moje ślepe oczy odmawiają...

    Ale i tak przeczytam.

     tytuł: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
    autor: Stieg Larsson
    tłumaczenie: Beata Walczak-Larsson
    tytuł oryginału: Män som hatar kvinnor
    seria/cykl wydawniczy: Millennium tom 1, Czarna Seria 
    Pewnego wrześniowego dnia w 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger znika bez śladu. Prawie czterdzieści lat później Mikael Blomkvist - dziennikarz i wydawca magazynu "Millennium" otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera - magnata przemysłowego, stojącego na czele wielkiego koncernu. Ten prosi znajdującego się na zakręcie życiowym dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej Vangerów. Okazuje się, że spisywanie dziejów to tylko pretekst do próby rozwiązania skomplikowanej zagadki. Mikael Blomkvist, skazany za zniesławienie, rezygnuje z obowiązków zawodowych i podejmuje się niezwykłego zlecenia. Po pewnym czasie dołącza do niego Lisbeth Salander - młoda, intrygująca outsiderka i genialna researcherka. Wspólnie szybko wpadają na trop mrocznej i krwawej historii rodzinnej.
    Niestety mam ograniczony czas, ponieważ byłam milionową chętną na tę książkę, a za mną czekają już kolejni i nici z przedłużania wypożyczenia. Biblioteka ma swoje uroki, ale bywa okrutna (głębokie słowa na dziś).

    Poważnie kryminał można ciągnąć przez tyyyyle stron? I nie zgadnę zakończenia w połowie?

    moje naukowe porównanie Narnii z Larssonem

    Nie martwiłabym się, gdyby nie fakt, że jestem ograniczoną analfabetką i po pewnej ilości stron przestaję poprawnie składać wyrazy i zapominam, co działo się na 50. stronie.


    Będę walczyć! Oby mi się spodobało, bo nie ma nic gorszego od porzucenia książki bez poznania zakończenia. Chyba, że jest to poradnik Kasi Cichopek o byciu sexy mamą.

    Do tego nie zapominam o "Czytam, zanim obejrzę", bo od pewnego czasu ślinię się na myśl o filmie.


    To dobry wybór na pierwszą tego typu skandynawską przygodę? Chętnie przeczytałabym propozycje innych tego typu książek, bo nie orientuję się zbyt dobrze w temacie.

    Miłego czytania i do usłyszenia!

    środa, marca 06, 2013

    93. "Cyrk nocy" - Erin Morgenstern

    Hej, na samym początku muszę się do czegoś przyznać. Nienawidzę klaunów i wszelkich cyrkowych postaci. Zawsze odnosiłam wrażenie, jakby zwierzęta były wykorzystywane. Być może jestem ignorantką, ale Cyrku, który pojawia się znikąd jednak ignorować się nie da.

    tytuł: Cyrk nocy
    tłumaczenie: Patryk Gołębiowski
    tytuł oryginału: The Night Circus

    Rozgrywająca się w zaczarowanym cyrku u schyłku dziewiętnastego wieku powieść Erin Morgenstern to magiczna, ponadczasowa historia miłosna.

    W wędrownym cyrku dzieją się rzeczy niezwykłe, bardziej niezwykłe niż popisy akrobatów i treserów. To cyrk magiczny, w którym do pojedynku stają zakochani, a ich bronią jest wyobraźnia. Londyński reżyser Chandresh Lefèvre postanawia stworzyć cyrk. Nie przypuszcza, że stanie się on areną rozgrywek między znanym prestidigitatorem a "mężczyzną w szarym garniturze", a raczej między ich wychowankami Celią i Markiem. Młodzi, nieświadomi konsekwencji walki, którą mają ze sobą stoczyć, kreują w cyrku wiele niezwykłych, magicznych przestrzeni. To stanowi sens ich zmagań i tło ich miłości. Jednak każda potyczka zbliża ich do końca, kiedy na placu boju może pozostać tylko jedno z nich...
     


    amerykańska okładka
    Erin Morgenstern wykreowała świat, który swoją aurą bliższą magii niż iluzji skłania czytelnika do zafascynowania owym cyrkiem-niecyrkiem. Cyrk jest tylko miejscem wydarzeń, opakowaniem bombonierki pełnej plastycznych opisów niesamowitych zjawisk. 



    Autorka pozwoliła czytelnikowi powoli chłonąć wszechobecną atmosferę tajemnicy. Wszystko dzieje się w zwolnionym tempie. Zasady rządzące cyrkiem nie są jasne przez dłuższy okres czasu. Zazwyczaj wolę wartką akcję z wieloma trudnościami na drodze. Tutaj wszystkie relacje między bohaterami nawiązują się latami. Ich rozgrywka prowadzi od dzieciństwa do około 30 roku życia. 

    Całość opisanej historii opiera się na stworzonym klimacie, który intryguje czytelnika. Nie uważam, aby Cyrk Nocy był wybitnym dziełem, jednak ma w sobie część opisywanej magii, której pragnie każdy, który wybiera tę powieść jako swoją lekturę. Morgenstern dodatkowo ulokowała akcję swojej powieści na przełomie XVIII i XIX wieku, co dla nas jest równie odległe jak świat rządzący się magią. Przecież iPady do magii nie pasują. 

    Sami bohaterowie mogliby się w dzisiejszych czasach nie odnaleźć. Poza tym właśnie taki dawny cyrk ma klimat. Jednak odchodząc na moment od tego klimatu, o którym piszę w co drugim zdaniu, muszę na chwilę zatrzymać się przy wykrowanych postaciach. Ponieważ jestem trochę rozczarowana schematycznymi charakterami bohaterów, którzy mają złych nauczycieli, a sami są piękni i dobrzy. Trochę to we mnie godzi, jednak przyznaję, że Marcus zdobył moją sympatię pewną zachowawczością. Przypuszczałam, że będzie to jeden z typowych literackich romantyków w melonikach na głowie. Cieszy mnie jego inność. I też wyobrażam sobie tylko jedną osobę, która potencjalnie mogłaby go zagrać w ekranizacji.

    japońska okładka
    Niestety, jak pomysł na książkę był ciekawy, tak przypuszczam, że Morgenstern nie potrafiła poradzić sobie z samym zakończeniem, które wybucha nie wiadomo skąd, jest chaotyczne i całkowicie różne od poprzednich stron powieści. Na początku nie zorientowałam się, o co chodziło, może jestem za mało inteligentna, albo końcówka jest po prostu naciągana.

    Jestem wdzięczna autorce za to, że oszczędziła swoją historię i zatrzymała się na jednym tomie. Uważam, że przeciąganie tego wątku na parę części po prostu zniszczyłoby jakąś wyjątkowość, jaka kryje się w czarno-białych namiotach Le Cirque des Rêves. 

    Podsumowując, Cyrk Nocy to książka bazująca przede wszystkim na silnym oddziaływaniu na wyobraźnię czytelnika. Wciąga ze swoim magicznym światem, momentami zbytnio przedłuża bieg akcji, jednak nie rozczarowuje. Końcówka natomiast powoduje, że odbiorca zastanawia się "co ja właśnie przeczytałam?". Szkoda. Uważam, że warto sięgnąć po ten kawałek literatury młodzieżowej. 

    Jeśli ktoś jest zainteresowany, to wklejam link do gry powstałej na podstawie książki. Sama nie grałam, ponieważ trzeba stworzyć tam konto, a ja i tak mam już konta na prawie wszystkich portalach społecznościowych. Szastam moim emailem jak popadnie.
    KLIK KLIK

    Jestem zachwycona twardą okładką tej książki. Pewna osoba pochwaliła się nią na tumblrze.


    Pozwolę sobie wstawić link do filmu z yt, gdzie ktoś pięknie stworzył fanowski zwiastun potencjalnego filmu na podstawie książki Morgenstern.
    "all the secrets and nobody else to tell"

    Moja ocena: 4/5

    Miłego czytania i do usłyszenia!
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...