środa, marca 27, 2013

102. "Władca much" - William Golding

Hej, dzisiaj przedstawiam sobie i Wam kolejną książkę z wyzwania BBC. Tym razem pora na lekturę szkolną amerykańskiej latorośli, którzy prawdopodobnie mają dość pewnych mocno nieletnich chłopców w równym stopniu, jak ja chciałabym się uwolnić od Wokulskiego.
70. Lord Of The Flies, William Golding
tytuł: Władca much
tytuł oryginału: Lord of the Flies
 Nagrodzona Noblem klasyka światowej literatury 
Jedna z najważniejszych powieści XX wieku.

Książka opisuje grupę chłopców, ocalałych z katastrofy samolotu. Na bezludnej wyspie rozbitkowie podejmują próbę zorganizowania własnych rządów i społeczności z dala od cywilizacji. Nieoczekiwanie próba ta kończy się tragicznie. Dzieci z dobrych domów pozostawione sobie zamieniają rajski krajobraz w prawdziwe piekło.

Golding w mistrzowski, niemal bolesny dla czytelników sposób rozwiewa złudzenia o dobrej naturze człowieka.

 Cała historia kojarzy mi się ze zmutowanym Bullerbyn z masą rozpieszczonych pierwszoklasistów gimnazjum. Historia wciągnęła mnie od pierwszej strony, w której od razu rozpoczyna się przygoda młodocianych rozbitków.

Władza, walka o przetrwanie z domieszką Cast Away - to wszystko jest znane w powieściach i ich filmowych odpowiednikach. Jednak Golding wstrząsnął publiką jednym szczegółem, który spowodował, że powieść staje się przerażającym studium ludzkiej psychiki. Czy to nie właśnie dzieci są uważane za niewinne, nieskażone brudami wielkich cywilizacji i wyścigiem szczurów? Czy w umyśle 12-latków latają sobie motylki po bezkresnych łąkach utytłanych w lukrowe tęcze? Golding podaje jednoznaczą odpowiedź, której chyba nie chcielibyśmy słyszeć. W końcu dzieci to też ludzie, oczywiste. A i tak traktuje się je jak obywateli drugiej kategorii. I mówię to z doświadczenia, bo ja akurat dobrze pamiętam swoje dzieciństwo, gdzie każdy uważał 10-latkę za bezmózgą kreaturę żyjącą treściwymi bajkami pokroju Teletubisiów. Co z tego, że biegałam w wędkarskiej kamizelce i bawiłam się w Terminatora. Idealnie bym pasowała do "Władcy much".

Golding przeniósł nas w scenerię bezludnej wyspy, gdzie warunki zmuszają do utraty pewnej części człowieczeństwa. Czy to znaczy, że środowisko warunkuje to, na ile jesteśmy ludzcy? W określonej scenerii przeistaczamy się w zwierzęta kierujące się instynktem. Gdzie wtedy znajduje się nasza wyższość nad światem natury, skoro to owa natura ma nad nami władzę i od jej kaprysu zależy nasz kolejny przetrwany dzień.

Noblista w zaskakujący sposób uzewnętrznił typowo ludzkie głęboko skrywane pragnienia, które dotykają także dzieci. Może tego nie zauważamy, kiedy patrzymy na chłopców bijących się transformersami, jednak gdyby przedstawić tę sytuację w ekstremalnych warunkach, gdzie słodkie potomstwo rzuca w siebie dzidami?

Książka bardzo dobrze buduje napięcie, ale na brawo zasługują genialne dialogi. Widać w nich wszystkie mroki, emocje, okrucieństwo. Słowa potrafią być najgorszą z broni. Wszystko zależy od tego, jak coś wypowiemy i do kogo. "Władca much" to bardzo dobry przekrój umysłów. Golding rezygnuje ze stereotypów.

Co ważne, ta książka daje do myślenia. Jak widać, moja dzisiejsza recenzja to bardziej zbiór luźnych przemyśleń wynikłych z przeczytania krótkiej (naprawdę, nawet ja przeczytałam to w jeden dzień) powieści.
Pozornie dobre intencje chłopców przyprawiają o gęsią skórkę, całość sprawia wrażenie niewinnej opowieści. Dopiero po zaklimatyzowaniu się w historii, czytelnikowi spada na kark cały ciężar nieuniknionej katastrofy.

Znany zespół Iron Maiden stworzył utwór o tytule "Lord of the Flies": klik klik



Nie zapominając o "Czytam, zanim obejrzę" wstawiam zwiastun filmu z 1990 roku. Istnieje także wersja z lat 60.
Dla zainteresowanych, całość filmu można obejrzeć na youtubie: klik klik
Ale najpierw skłaniam do przeczytania powieści! Gdybym mogła, to sama dałabym Goldingowi Nobla.

Moja ocena : 5/5
PS. Żarcik dla tych, co przeczytali "Igrzyska śmierci" i "Władcę much"
Kto ogląda Spongeboba, też zrozumie tę parodię. Mam dziwne poczucie humoru:)

Miłego czytania i do usłyszenia!

11 komentarze:

Polaris pisze...

Czytałem fragment i oglądałem też kawałek filmu, akurat ten z konchą :P No cóż, taką pozycję chyba trzeba przeczytać. Tym bardziej, że teraz popularny jest taki gatunek?

A co do wstępu - czemu odpocząć od Wokulskiego? ;D

Alice pisze...

CHetnie sie z nią zapoznam :P

Ashera pisze...

Strasznie zaciekawiłaś mnie tą recenzją, więc książkę dopisuję do obowiązkowej listy lektur!

Ja również w wieku 10 lat lubiłam się bawić w dzikusa, więc coś jednak w tym jest...

Marciocha pisze...

nie znałam do tej pory i chyba najwyższy czas nadrobić te karygodne braki!

B-e-a-utiful pisze...

zaciekawiłaś mnie :) tylko kiedy ja to wszystko przeczytam, bo w domu mam już stertę ksiażek do przeczytania xd

Sylwuch pisze...

"Władca much" to książka, która znajduje się na mojej liście "must read". Wstyd mi, że jeszcze nie przeczytałam tej książki, ale z drugiej strony cieszę się, że ta przyjemność jest jeszcze przede mną. A "Lalkę" uwielbiam - jedna z moich ulubionych lektur.

Lorien pisze...

@Polaris - Wokulski mnie prześladuje. Piszę na jego temat elaboraty, które okazują się być jedynie mierne. Mam dość faceta z tego powodu:)

Marta pisze...

Czytałam :) mocna i niepokojąca lektura!

Irytacja pisze...

Mam w planach, bliższych albo dalszych, ale mam. :)

Lenalee pisze...

Tyle razy sobie obiecałam, że w końcu sięgnę po tę książkę, ale jakoś nigdy nie było ku temu okazji. :) Muszę się zebrać w sobie i wyruszyć do biblioteki po Władcę much, bo mam coraz większą ochotę na tę powieść. ;)

Ashera pisze...

Zostałaś przeze mnie nominowana do... :) Reszta na moim blogu.

Prześlij komentarz

Poprzez komentarze wchodzę na Wasze blogi i staram się odwdzięczać.
Dziękuję za każdą opinię:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...