wtorek, maja 28, 2013

110. Podsumowanie maja 2013



Hej, w końcu wróciłam i mam nadzieję, że teraz nie będę sobie robiła hulaszczych wakacji od mojego bloga. Jednak nie ręczę za samą siebie, może postanowię niedługo chodować alpejskie kuce i nie będę miała czasu na czytanie;)

Póki co wracam z najmarniejszym podsumowaniem na blogspocie. Ale, jak zawsze, uratuję się obejrzanymi filmami!

Przeczytane książki (NULL):
1. Opracowania do prezentacji, miliony stron o lekturach itp. W końcu 19/20 punktów nie dostaje się hop siup. Chociaż jeden punkt musieli odjąć mi za twarz :)

I w dodatku skończył mi się termin w bibliotece. Pora jechać na drugi koniec miasta, by oddać coś, czego nawet nie tknęłam. A "Zatrute ciasteczko" jest całe napisane bordową czcionką *_* Szkoda...

Obejrzane filmy:
1. Niewierni
Komedia o miłości i zdradzie, na którą składa się szereg niecodziennych przygód miłosnych.
 Komedia? Dla mnie bardzo słaba. Totalne rozczarowanie. Że niby prawdziwi przyjaciele to tacy, którzy patrzą na siebie podczas seksu z różnymi kobietami? Dobrze wiedzieć. Mnie całość zasmuciła, bo widać, jakich idiotów niektórzy robią z siebie, aby podnieść swoje ego. Nie skończyłam oglądać

1/10



2.Seksmisja
Specyficzny film. Jak mylę wszelkie "Poranki kojota" czy "Chłopaki nie płaczą", tak tego filmu nie sposób pomylić z inną produkcją. Co nie zmienia faktu, że NIESTETY, ale nie poczułam klimatu owej legendy, jak już niektórzy nazywają film Machulskiego. I NIESTETY nie spodobał mi się zbytnio, może oczekiwałam czegoś zaskakującego? Całość wywarła na mnie niepokojące odczucia, lekko dziwną dezorientację. Jednak zabawne były efekty specjalne w latach 80.

4/10
*czekam na lincz*

3. Jestem legendą
Z filmem "Jestem legendą" miałam kontakt już parę lat temu, kiedy to opowiadałam na wycieczce koleżankom całą fabułę, włącznie z zakończeniem filmu. Sama go jednak nie oglądałam:)



W końcu nadszedł ten dzień, w którym postanowiłam zostać dużą dziewczynką i przeżyć tę produkcję. Jednak najpierw musiałam przygotować się na najgorsze i przeprowadziłam małe śledztwo na google:
*UWAGA, SPOJLER*
Mało tego. Musiałam sobie film nagrać, żeby tę scenę przewinąć. I w ten sposób obyło się bez łez i padaczki.

A sam film? Genialny. Klimatyczny, zdecydowanie. Gdyby NIE te dramatyczne momenty, to szczęśliwa dałabym 10/10.

+ wybrałam sobie brykę z tego filmu do rozwalania zombie: klik klik
Przypuszczam, że w ciągu 67 lat dorobię się takiego samochodu. I będę musiała w nim zamieszkać, bo sprzedam dla niego dom. Bywa i tak.

8/10

4. Wielki Gatsby
Nowy Jork, lata 20. XX w. Gatsby – aktualnie milioner wywodzący się z niższych sfer – spotyka po 11 latach swoją wielką miłość, Daisy, z którą wcześniej rozdzieliły go różnice społeczne.
Wydaje mi się, że to jeden z gorszych filmów DiCaprio. Niektóre jego miny mnie serdecznie rozczulały. Chociaż pokazał klasę w scenach pod koniec tego widowiska. Film jest przyjemny dla oka, muzyka szybko się przyswaja, chociaż faktycznie można odnieść wrażenie, że całość podporządkowana jest Jay-Z *nie wiem czy powinnam odmienić Jay'owi - Z, więc zostawiam niepopolskiemu.*
Historia jest taka jak w książce, którą czytałam. Czyli całkowicie dla mnie niezrozumiała. Daisy nie ma charakteru, Jay zamiast przyjść jakoś do niej, wystawia milionowe imprezy... meksyk. Ale i tak dobry film, na który chyba warto przeznaczyć te 2-3 h. Chyba, że jesteście płci męskiej. Zachowanie Jay'a może trochę żenować mężczyzn. Wysoko postawił poprzeczkę :) Mój aktualnie ulubiony filmik z parą Jay/Daisy: klik klik

7/10

PS Niech mi ktoś wytłumaczy, *SPOJLER* dlaczego Daisy wpadła w taki szał, kiedy Tom opowiedział o przeszłości Jay'a? Czy jako szczerze zakochana nie powinna była uznać, że to co należy do przeszłości nie liczy się w ich uczuciu? Nie rozumiem tego wątku. Jakaś histeryczka z niej.

5. Resident Evil: Zaświaty
Widziałam film z 2012 roku, bodajże "Retribution". Jego poprzednik z 2010 roku okazuje się być przyjemnym filmem (z bardzo przyjemną dla oka Millą Jovovivh - czy chcę czy nie chcę, muszę przyznać, ślepa nie jestem:). Niczego ten film w moim życiu nie zmienił, ale był dość dobrą rozrywką przez 2 godziny. Dobre efekty specjalne, nie wiem, do czego mogłabym się przyczepić. Nie chciałabym wyjść na pseudoznawczynię, skoro nie widziałam pierwszej części (HAŃBA I KAMIENIOWANIE).

7/10



I tym oto zręcznym posunięciem kolejny raz ominęłam pisanie o książkach, które właśnie wracają do mojego życia.

Dzięki mojej przyszłej gwieździe poznałam świetną piosenką:


Miłego czytania i do usłyszenia!

piątek, maja 03, 2013

109. Podsumowanie kwietnia 2013 i lat 2010-2013 (a co!)

walking dead.
Hej:) Ten miesiąc obfitował w nikczemną pustkę czytelniczą, z której do dnia dzisiejszego się nie wyrwałam. Jednak czytanie to przyjemność, a skoro nie miałam na nią ochoty... to nie czytałam.

Jednak mam racjonalne wytłumaczenie mojego nieróbstwa.
Otóż po prostu grzęznę w nieskończonej ilości książek maturalnych. Kiedy się zorientowałam, co jeszcze muszę zrobić, aby wyjść z tego obronną ręką, to doszłam do wniosku, że YOLO.
Wezmę tę maturę NA INTELIGENCJĘ.

I tak mogłabym prezentować wszystkie podręczniki, wpisy z wikipedii i omówienia lektur ze ściągi, ale myślę, że wtedy ilość komentarzy oscylowałaby poniżej średniej wygranych przez Polskę meczy piłkarskich.

Jednak! Nie będzie wstydu, ponieważ udało mi się dawno temu przeczytać jedną z najbardziej poruszających i zapadających w pamięci książek o niecodziennej przyjaźni. Przyjaźni w trudnych warunkach.

1. Chłopiec z latawcem -  
Afganistan, lata 70. Dwunastoletni Amir, syn zamożnego Pasztuna z Kabulu, wychowuje sie w domu bez kobiet. By zyskać uznanie w oczach ojca, wygrywa zawody latawcowe. Pomaga mu w tym starszy o rok Hasan, służący i towarzysz zabaw. Amir jest świadkiem, kiedy na Hasana napada banda miejscowych chłopaków pod wodzą psychopatycznego Asefa, który gwałci chłopca. Z tchórzostwa i wyrachowania nie staje w jego obronie, a nawet doprowadza do sytuacji , w której Hasan musi opuścić ich dom.

Moja ocena: 4/5

MORZE ŁEZ. Co nie zmienia faktu, że nie chce mi się wierzyć, że tyle nieszczęść mogło spaść na jedną głowę. Nie chcę w to wierzyć. Gdzieś musi być jakiś banalny, zdegradowany przez społeczeństwo promyk nadziei. Myślę, że musi, dlatego daję 4/5, ponieważ to po prostu w pewnym momencie stało się dla mnie powieścią, w której autor próbuje zrobić wszystko, abym nie mogła zapomnieć o tych chłopcach. Tu mu się akurat udało.



To tyle z moich ambitnych lektur pozaszkolnych, Jeśli chodzi o filmy, to także wypadłam coś prostacko:) Chociaż byłam wieki temu na maratonie ekranizacji, więc filmy na podstawie książek = level up w drabinie hierarchii. 
1. Piękne istoty
Myślałam, że biorąc pod uwagę 30-letniego mężczyznę grającego nastolatka, ten film okaże się klapą. Nic bardziej mylnego! To w paru momentach żenująca, trochę zabawna (facet zabił przyjaciela i mówi: "JESTEM SORRY, NIE CHCIAŁEM." - najlepsza scena) historia dla młodszych niż starszych nastolatek. Książki nie dałam rady doczytać do końca, ale film nie skończył się sztampowo.

5,5/10



2. Intruz
Bardzo osobliwy kinowy twór, po którym odniosłam wrażenie, jakby twórcy nie wiedzieli jak ugryźć tę książkę legendarnej już Stephanie Meyer. Dobry soundtrack. Całość przystępna, ale autorzy nie wzbili się na wyżyny swoich możliwości. Co nie zmienia faktu, że polecam osobom, które miały przyjemność przeczytać tę (o, dziwo) dobrą książkę.

7/10




3. Dziewczyna z tatuażem
 Obejrzeć ten film po przeczytaniu książki to jak zjeść pizzę z dodatkowym serem. Jeśli nie przekonałam powyższym serem, to zapraszam do obejrzenia openingu. Coś genialnego, przerażającego. Trochę sztuki, Panowie: klik klik


8/10





Długo zastanawiałam się, czy robić jakiekolwiek osobiste podsumowania na blogu. Jednak doszłam do wniosku, że moje czytelnictwo jest zbyt żałosne, a parę słów może wspomoże młodsze osoby, które idą do liceum. Jej, jak ten czas szybko minął!

Co wyniosłam z liceum?
1. Poczucie, że zrobiłam wszystko, co byłam w stanie. Starałam się, aby było jak najlepiej, jednak czasami tak się zdarza, że życie kopie mnie w dupę.
2. Uśmiech do innych i samej siebie. Jeszcze nigdy nie wstałam rano z łóżka i nie mogłam nie spojrzeć sobie w twarz. Po prostu myślałam po dwa razy zanim odwaliłam jakąś akcję. Chociaż też nie zawsze, nie oszukujmy się, wstawanie o 6 rano przez 3 lata musiało odbić się na moim zdrowiu i logicznym myśleniu:) Życie powinno rozpoczynać się od 11 rano.
3. Wiele dobrych i złych momentów, płaczliwych chwil i głupawek z protezami palca i bombami z coca coli i mentosów. Będę za nimi tęsknić, doceniam je i szkoda, że już nie będzie więcej.
4. Samą siebie. Czuję, że jestem taka sama i nikt i nic mnie nie zmienił, ale miał wpływ na to, jaka jestem teraz. Dlatego czuję się dużo mądrzejsza i inaczej patrzę na pewne sprawy, trochę inaczej myślę, ale nadal wzruszają mnie zwierzęta i zbytnio się przejmuję i przywiązuję i dziwnie się śmieję i lubię, kiedy inni dobrze się czują w mojej obecności.
5. Wiele, wiele innych rzeczy, ale to byście musieli się ze mną umówić, żeby pogadać o życiu przy piwie, a przypuszczam, że żadna ze znanych mi w realu osób nie wchodzi tutaj na bloga.

Czy są rzeczy, których żałuję?
Tak.
Czy bym je powtórzyła?
Zdecydowanie.

(tak filmowo)


To co, witaj dorosły świecie?
Będzie ciężko, jestem zbyt wrażliwa. . A do tego uparta. Cholera jasna, jakiś pogwarancyjny egzemplarz z wysprzedaży magazynów media markt:)

Takie proste słowa, nic z mojego życia bezpośrednio.Marzy mi się, aby parę znajomości z teraz przetrwało do przyszłości. Jednak okazało się, że życie zaskakuje, także nie wiem nie wiem. Pewnie będę sama z 52 kotami, może mnie nie zjedzą.

A żeby post był jeszcze dłuższy to wstawię jedną z moich ulubionych piosenek. Jest piękna, chociaż nie wiem w jakim stopniu miałaby mnie opisać, raczej po prostu fajnie ją przesłuchać. Chociaż wiem, że w pewnej kwestii nawet milion razy popełniłabym ten sam błąd licząc, że tym razem historia inaczej się zakończy. Naiwność.



I w ten sposób przedłużyłam podsumowanie miesiąca i (SZALONA JA) 3 LAT w jednym poście.
Trochę chaotycznie, jednak myślę, że może to pomoże MI SAMEJ i może ktoś to przeczyta i pomyśli sobie: kurczę, od jutra będę się do wszystkich uśmiechał. Nawet jeśli będzie to egzaminator z WORDU. Niech ma.

Pisałam, że mam dziwne poczucie humoru?

 Trzymajcie się ciepło, mam nadzieję, że przetrwam kolejne kilka dni na maturze i prawdopodobnie kilka kolejnych lat też przeżyję (niektórym pewnie to w niesmak:). Kto to może wiedzieć, jak ja nawet nie wiem, co jutro będzie na obiad.

my suicide note: i'm fat and i can't do math.

Kto wymyślił matematykę na maturze?

Miłego czytania i do usłyszenia!

PS Mam dobry sprzęt, na których nawet gry mi chodzą. Jak ktoś z Was ma steama i chce poznać największego nooba świata, zapraszam. Bądźcie przygotowani na moją twarz.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...