niedziela, grudnia 22, 2013

137. Trochę świątecznych organizacji, podsumowań grudnia, więcej świąt

Hej, to znowu ja po dłuugiej przerwie. Niech nikt nie obawia się mojego lenistwa, po prostu całą swoją energię poświęciłam takiemu życiu na zewnątrz moich 4 ścian bezpieczeństwa.
Muszę przyznać, że ciężko było z czytaniem dla przyjemności.
Chyba, że ktoś gustuje w fascynujących polimerach, w takim wypadku mogę stworzyć pokaźną listę wspaniałych publikacji.
I czy muszę wspominać o tym, jak udało mi się przeżyć miesiąc bez komputera?
Oszczędźmy sobie tych smutnych wspomnień i przejdę od razu do książkowych tematów:)

1.  "Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka." - Robert B. Cialdini
Jedyną książką od miesiąca, o której jako tako mogłabym napisać, jest ta na zaliczenie z socjologii. To pozycja ugruntowana na rynku studenckim, doczekała się nawet kilku streszczeń i opracowań, co świadczy już o byciu pewną klasyką. Jak zaczęłam tę książkę czytać z pewnym zainteresowaniem, tak na dzień przed zaliczeniem wywoływała u mnie frustrację (ciekawe dlaczego... nie, na pewno nie chodzi o fakt, że miałam ponad 200 str. do przeczytania w jedną noc).
To ten typ literatury pokroju "Mężczyźni są z Marsa...". Trochę pseudomądrości, parę ciekawych uwag okraszonych dużą ilością przykładów z życia.
Co nie zmienia faktu, że spokojnie całość mogłaby się zamknąć w 20 stronach:)
 Wspomagacz życia: kiedy chcemy, aby ktoś zgodził się na naszą propozycję, podajmy powód. Nawet jeśli jest absurdalny. Przetestowałam, taka dociekliwa studentka.
Moja ocena: 3/5

2. Otrzymałam dwie książki do recenzji od wyd. Charaktery. Zgodziłam się na napisanie tych tekstów, bo pozycje wydają mi się bardzo wciągające, coś idealnego dla psychologa dla ubogich. Zresztą, historie ludzi z klatki obok są tymi najciekawszymi.

Uwielbiam minimalistyczne okładki. Póki co wspomnę, że książki zostały wydane na 40-lecie pracy p. Bogdana Białka.



3. Obejrzane filmy w tym miesiącu:
"Iluzja"
Agenci FBI i Interpolu śledzą grupę iluzjonistów, którzy podczas przedstawień napadają na banki a ukradzione pieniądze rozdają publiczności.

Obejrzane wczoraj. Faktycznie dobry film, nie ma się ochoty odejść od monitora na zaparzenie herbaty czy sprawdzenie, co się dzieje w pokoju obok. Taki człowiek siedzi i patrzy na wszelkie akrobacje aktorów na ekranie. Nie zabrakło momentu zaskoczenia, magii i dużych pieniędzy. Całość smaczna i obyło się bez hollywoodzkiego seksu.

7/10
"Millerowie"
Okradziony z towaru dealer David musi w ramach zadośćuczynienia przywieźć z Meksyku dużą dostawę narkotyków. Dla niepoznaki organizuje więc wymyśloną rodzinę. 
Zasnęłam przy pierwszym podejściu do tego filmu. Co więcej, miało to miejsce w gościach. Jednak nie poddaję się tak łatwo i wykorzystałam moc okienka w zajęciach w akademiku. I "Millerowie" okazali się idealnym wypełniaczem czasu. Spokojnie można się zdrzemnąć w połowie, pójść do sąsiada po kawałek czerstwego chleba na dzisiejszy obiad i podejść do kiosku po zdrapkę toto lotka. Film zbytnio nie zmieni biegu wydarzeń, a nadal będzie miłą rozrywką.


5/10



"Igrzyska śmierci: w pierścieniu ognia"

Katniss i Peeta odbywają obowiązkowe Tournée Zwycięzców. Dowiadują się o fali zamieszek, do której przyczynili się, łamiąc reguły igrzysk.
Jakżeby inaczej...
Jednak, szczerze? Chyba się starzeję, bo parę scen, które w zamierzeniu miały być dramatyczne, wywołały we mnie falę radości. I nie wynika to z jakiegokolwiek sadyzmu, po prostu pewne sceny wydały mi się przesadzone. Nie wiem, czy powinnam o tym wspominać, ale Peeta "Chlebek" Mellark wyprzystojniał w tej części. Może trochę podrósł? I tak jestem za Gale'm, serce nie sługa.


7/10


Może na chwilę obecną wystarczy parę takich informacji, postaram się trochę poczytać i niedługo znowu napisać:) 

Miłego czytania i do usłyszenia!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...