Dawno, dawno temu pożyczyłam sobie "Wojny w SPA". Jakkolwiek ten tytuł żałośnie brzmi, tak książka była fenomenalna. Rzadko mi się zdarza śmiać podczas czytania. A tutaj miałam sytuacje komiczne, jednak nie jakieś bardzo sztuczne, przerysowane. Szukam tego wyrażenia... Manby pisze "nie na siłę". Pamiętacie te seriale z lat 90., gdzie podkładany jest śmiech widowni w sytuacjach, które mają nas rozbawić. Rzekomo taki zabieg ma rozśmieszyć odbiorców przed telewizorami. Tutaj humor jest, ale nikt nie stoi z karteczką "TERAZ PROSIMY SIĘ ŚMIAĆ, AUTORKA STWORZYŁA PRZEZABAWNĄ SCENĘ".

To lekka lektura, raczej bez głębi i zdań zakończonych wielokropkiem. Jednak niesie ze sobą dużą dawkę optymizmu, dobrego humoru.
Zapewnia rozrywkę na jakieś 2-4 godziny, w trakcie których ciężko oderwać się od Birdie i jej perypetii.

I to właśnie główna bohaterka jest tą, która "robi" całą książkę. Śmiejemy się z jej pustoty, blacharstwa i milionów na koncie, dzięki którym ma wygodne życie. Bo tak naprawdę ta dziewczyna nic o życiu nie wie. Uparła się, że kocha pewnego przystojnego aktora i będzie się upokarzała do granic możliwości, aby spędzić z nim noc. Z kolei aktor uważany jest w środowisku filmowym za geja, przez co jego genialny menadżer każe mu umawiać się z Birdie. I tak się ta cała historia zaczyna...
Bohaterka w trakcie lektury przejdzie wewnętrzną metamorfozę, dowie się co to znaczy być Kowalskim (tudzież amerykańskim Smithem). Jest taką postacią, jakiej życzymy, aby w końcu przejrzała na oczy i odnalazła szczęście.
Autorka bardzo dobrze wyśmiewa się z tego całego show biznesu z PR-em na czele. Birdie jest symbolem wielu pustych laluni, które żyją z tego, że chodzą na imprezy i reklamują kostiumy kąpielowe.
Polecam osobom wylegującym się na działce, plaży, hamaku przy domu. Książka jest odpowiednia dla wszystkich, którzy na chwilę obecną poszukują zwykłego czytadła trochę wyższej rangi niż harlequin, ale tylko trochę. W "Oszaleć z miłości" jest dużo ironii, brak sztampowych dialogów rodem z telenoweli "Dzikie serce".
Moja krótka recenzja z lubimyczytac :
Moja ocena: 4/5
(oczywiście w kategorii: odmóżdżacze/kiczowate czytadła/romanse, bo trzeba mieć to na względzie, że ocena Lolity i Oszaleć z miłości nie będą równoważne)
tłumaczenie: Edyta Skrobiszewskatytuł oryginału: Crazy in Lovewydawnictwo: Nasza Księgarnia
To lekka lektura, raczej bez głębi i zdań zakończonych wielokropkiem. Jednak niesie ze sobą dużą dawkę optymizmu, dobrego humoru.
Zapewnia rozrywkę na jakieś 2-4 godziny, w trakcie których ciężko oderwać się od Birdie i jej perypetii.
Bohaterka w trakcie lektury przejdzie wewnętrzną metamorfozę, dowie się co to znaczy być Kowalskim (tudzież amerykańskim Smithem). Jest taką postacią, jakiej życzymy, aby w końcu przejrzała na oczy i odnalazła szczęście.
Autorka bardzo dobrze wyśmiewa się z tego całego show biznesu z PR-em na czele. Birdie jest symbolem wielu pustych laluni, które żyją z tego, że chodzą na imprezy i reklamują kostiumy kąpielowe.
Polecam osobom wylegującym się na działce, plaży, hamaku przy domu. Książka jest odpowiednia dla wszystkich, którzy na chwilę obecną poszukują zwykłego czytadła trochę wyższej rangi niż harlequin, ale tylko trochę. W "Oszaleć z miłości" jest dużo ironii, brak sztampowych dialogów rodem z telenoweli "Dzikie serce".
idealna na wakacje. główna bohaterka jest przerysowana i komiczna, ogólnie da się jej wybaczyć paskudny charakter. jest tak głupia, że pewnie nawet nie wie, jak inaczej można się zachowywać mając jej pieniądze. przesłanie książki jest urocze, bardzo sztampowe i popularne. mimo wszystko idealne kiczowate czytadło na ciepłe dni. a nawet na chłodne dni, ta książka potrafi ocieplić innych.
Moja ocena: 4/5
(oczywiście w kategorii: odmóżdżacze/kiczowate czytadła/romanse, bo trzeba mieć to na względzie, że ocena Lolity i Oszaleć z miłości nie będą równoważne)
Miłego czytania i do usłyszenia!

