| http://iamstillherebitches.tumblr.com/ |
A teraz?
A teraz mamy Sarę Shepard.
| PLL. Kłamczuchy - Sara Shepard |
| PLL. Bez skazy. - Sara Shepard |
Shepard stworzyła sympatyczne bohaterki. Są, jak dla mnie, rozpieszczone, dla dość przeciętne umysłowo. Jak to w głowach nastolatek -chłopaki, modne ciuchy, psychopatyczny morderca najlepszej przyjaciółki, filmy, imprezy. Po obejrzeniu serialu (który ciągle jest emitowany, już 3. sezon!) wyłoniłam swoją ulubienicę. No i zarówno w książce, jak i w serialu, nie cierpię Hanny. Chociaż potrafię zrozumieć jej rozterki, ale jakoś mnie irytuje. Mniejsza z tym.
Dużo się dzieje, jest akcja, dramaty, sekrety, grzeszki mniejsze i większe, piękne i popularne dziewczyny - trochę jak "Plotkara"? Ale Sara Shepard dodała do tego mordestwo i voila! - przepis na sukces.
| PLL. Doskonałe - Sara Shepard |
Moja ocena : 3/5
Miłego czytania i do usłyszenia!
Ja muszę się teraz zabrać za czytanie lektur...
| http://thegirlwithout.tumblr.com/post/15301101838 |
I tak w lipcu przeczytałam 10 książek. Wow, jestem z siebie dumna :) Może dla większości to nie jest jakiś świetny wynik, ale ja jestem dość wolnym czytelnikiem i na jedną książkę potrafię poświęcić nawet miesiąc.
Tytuły przeczytanych książek:
- Pretty Little Liars. Kłamczuchy - Sara Shepard
- Duma i uprzedzenie - Jane Austen /RECENZJA/
- Carrie - Stephen King
- Oszaleć z miłości - Chris Manby
- Atrofia - Lauren DeStefano /RECENZJA/
- Dziewczyna, która pływała z delfinami - Sabina Berman /RECENZJA/
- Szukając Alaski - John Green /RECENZJA/
- Pretty Little Liars. Bez skazy - Sara Shepard
- Poezje wybrane - Sylvia Plath
-
Cztery z powyższych książek zrecenzowałam, obok tytułu dodałam linka do wpisu na mojej stronie, gdyby kogoś to interesowało.Aktualnie czytam trzecią część Pretty Little Liars i gdy ją skończę to najprawdopodobniej napiszę recenzję 1-3 części tej serii.Oprócz tego wybieram się jutro do biblioteki, więc przyniosę coś ciekawego do pochwalenia się ;)Miłego i do usłyszenia!
Nie wiem, czy już o tym wspomniałam, ale intrygują mnie debiuty. Pisarze muszę jakoś wybić się na powierzchnię tony makulatury. Stosują kontrowersję, skandal, piszą o popularnych tematach wśród czytelników czy próbują zarobić na biografiach niedawno zmarłych artystów. Mniejsza z tym, bo w "Zanim zasnę" mamy do czynienia ze świetnym pomysłem. I na moje oko laika - z bardzo dobrym kryminałem.
Pamiętam, jak podobał mi się dość puściutki film "50 pierwszych randek". I na bank nie jestem jedyną, której fabuła książki Watsona skojarzyła się z tym filmem. Tak, nasza bohaterka codziennie budzi się jako 20-latka zamknięta w ciele dojrzałej kobiety. Wiele lat temu miała wypadek, który spowodował u niej amnezję. Pamięta tylko dzieciństwo i to, co przeżyła w dniu dzisiejszym. Każdego dnia budzi się w cudzym domu z nieznajomym mężczyzną obok niej w łóżku. A sprawy jeszcze się skomplikują...
Tyle ze wstępu, nie chcę dalej zagłębiać się w szczegóły, ponieważ wiem, jaka to frajda dowiadywać się coraz to nowych rzeczy i przeżywać je wspólnie z naszą bohaterką, Chriss.
Książka została podzielona na trzy części: DZISIAJ, DZIENNIK CHRISTINE LUCAS, DZISIAJ. I niestety, akcja, która niezwykle wciąga rozpoczyna się dopiero od połowy książki na moje oko. Wcześniej musimy razem z Chriss dowiedzieć się czegoś o niej, jak funkcjonuje, z kim się spotyka na co dzień itd. I być możne dlatego tak łatwo było mi oderwać się od tej części historii i szlam zająć się czymś innym.
Jednak nasza bohaterka wcale nie jest nudna. Sam przypadek jej choroby jest fascynujący. Da się ją lubić, chociaż czasami denerwowała mnie jej paranoja. Ale gdybym miała amnezję, to jestem pewna, że sama bym potrafiła tak się zachowywać, więc całkowicie to rozumiem. Oprócz Chris możemy w powieści spotkać parę innych postaci, o których nie będę teraz wspominał dla dobra interesującego czytelnictwa :)
Świetne zakończenie, przy którym nie można sobie odpuścić ani jednej strony. Napięcie siega zenitu, a ja chcę jak najszybciej dowiedzieć się rozwiązania sytuacji. Siedziałam do 2 w nocy, żeby tylko móc dokończyć czytać, bo nie mogłabym iść spać bez wiedzy KIM BYŁ TEN CZŁOWIEK (odsyłam do lektury!). Chociaż, pochwalę się troszkę, już trochę wcześniej domyślałam się prawdy iw 60%:)
Moja ocena : 4,5/5
Miłego czytania i do usłyszenia!
PS. To mój pierwszy kryminał, więc jeśli chcecie rozpocząć swoją przygodę z tego typu gatunkiem - POLECAM.
Pamiętam, jak podobał mi się dość puściutki film "50 pierwszych randek". I na bank nie jestem jedyną, której fabuła książki Watsona skojarzyła się z tym filmem. Tak, nasza bohaterka codziennie budzi się jako 20-latka zamknięta w ciele dojrzałej kobiety. Wiele lat temu miała wypadek, który spowodował u niej amnezję. Pamięta tylko dzieciństwo i to, co przeżyła w dniu dzisiejszym. Każdego dnia budzi się w cudzym domu z nieznajomym mężczyzną obok niej w łóżku. A sprawy jeszcze się skomplikują...
Tyle ze wstępu, nie chcę dalej zagłębiać się w szczegóły, ponieważ wiem, jaka to frajda dowiadywać się coraz to nowych rzeczy i przeżywać je wspólnie z naszą bohaterką, Chriss.
Książka została podzielona na trzy części: DZISIAJ, DZIENNIK CHRISTINE LUCAS, DZISIAJ. I niestety, akcja, która niezwykle wciąga rozpoczyna się dopiero od połowy książki na moje oko. Wcześniej musimy razem z Chriss dowiedzieć się czegoś o niej, jak funkcjonuje, z kim się spotyka na co dzień itd. I być możne dlatego tak łatwo było mi oderwać się od tej części historii i szlam zająć się czymś innym.
Jednak nasza bohaterka wcale nie jest nudna. Sam przypadek jej choroby jest fascynujący. Da się ją lubić, chociaż czasami denerwowała mnie jej paranoja. Ale gdybym miała amnezję, to jestem pewna, że sama bym potrafiła tak się zachowywać, więc całkowicie to rozumiem. Oprócz Chris możemy w powieści spotkać parę innych postaci, o których nie będę teraz wspominał dla dobra interesującego czytelnictwa :)
Świetne zakończenie, przy którym nie można sobie odpuścić ani jednej strony. Napięcie siega zenitu, a ja chcę jak najszybciej dowiedzieć się rozwiązania sytuacji. Siedziałam do 2 w nocy, żeby tylko móc dokończyć czytać, bo nie mogłabym iść spać bez wiedzy KIM BYŁ TEN CZŁOWIEK (odsyłam do lektury!). Chociaż, pochwalę się troszkę, już trochę wcześniej domyślałam się prawdy iw 60%:)
Moja ocena : 4,5/5
Miłego czytania i do usłyszenia!
PS. To mój pierwszy kryminał, więc jeśli chcecie rozpocząć swoją przygodę z tego typu gatunkiem - POLECAM.
Próbowałam czytać "Lewiatana", ale doszłam do wniosku, że pełnoletność ograbiła mnie z tej dziecięcej wiary we wszystkie latające dziwactwa, wielkie transformersy i rycerską walkę. Dlatego wzięłam się za dość popularną serię w Stanach Zjednoczonych.
Na cykl składają się "Brzydcy", "Śliczni", "Wyjątkowi". Tyle zauważyłam w bibliotece. Natomiast na amerykańskich półkach znalazłam jeszcze tytuł "Extras".Dotychczas przeczytałam tylko pierwszą część. I chyba mam już jej dość. Ale po kolei...
Główna bohaterka żyje w świecie, gdzie w wieku 16 lat robi się ludziom operacje plastyczne, które upodobniają do siebie całe społeczeństwo. W ten sposób nie istnieją kompleksy na punkcie odstających uszu, fałdek na brzuchu czy daleko osadzonych od siebie oczu. Jednak nasza dziewczyna poznaje przyjaciółkę, która kocha te swoje małe "wady" i chce uciec od rzeczywistości, w której wszyscy są śliczni i głupi. I tak rozpoczyna się wewnętrzny konflikt młodej Tally, która z pewnych powodów wyrusza w podróż za swoją znajomą...
Sam pomysł na taką dystopię jest ciekawy. Operacje plastyczne są aktualnie na czasie. Ludzie pożądają zmian w swoich ciałach, chcemy się non stop odmładzać. Jednak czytając "Brzydkich" doszłam do wniosku, że powieść jest bardziej skierowana na przygodę niż psychologiczne psychobełkoty o naszych potrzebach bycia pięknymi. Trochę szkoda, bo sama akcja nie jest zbyt wciągająca. Nie mamy tutaj zbyt wielu nowych przygód bohaterów, w kółko wałkowany jest problem sumienia Tally. Bardzo denerwował mnie fakt, że autor co chwila przypomina o poprzednich wydarzeniach, jakby czytelnik po przeczytaniu pięciu stron robił sobie miesięczną przerwę i potrzebował solidnego streszczenia wydarzeń z poprzedniego rozdziału. A może po prostu nasza bohaterka została wykreowana na taką drama queen, która co chwila roztrząsa przeszłość i musi nam o tym przypominać. Strona po stronie.
Zapewne przesadzam, bo aż tak nie jest lana woda, ale muszę przyznać, że było wiele momentów, w których się nudziłam i czytałam tylko dlatego, że nie chciałam porzucić tej powieści. Może bohaterowie uratowaliby sytuację, gdyby byli charyzmatyczni, oryginalni, szaleni. Ale dla mnie owa banda nastolatków, których poznajemy w książce, jest niezwykle przeciętna. Tak bardzo, że pomimo tego, że czytałam tę powieść parę dni temu, to musiałam przed chwilą sprawdzić jak nazywa się główna bohaterka książki.
Jednak muszę przyznać, że zakończenie tej pierwszej części jest bardzo dobrze rozegrane i zachęcające do sięgnięcia po kolejną częśc. I zapewne tak zrobię po dłuugiej przerwie. Nie muszę się martwić o to, że zapomnę o wydarzeniach z "Brzydkich", bo pewnie przeczytam o nich w "Ślicznych" wiele razy.
Moja ocena: 2,5/5
Na cykl składają się "Brzydcy", "Śliczni", "Wyjątkowi". Tyle zauważyłam w bibliotece. Natomiast na amerykańskich półkach znalazłam jeszcze tytuł "Extras".Dotychczas przeczytałam tylko pierwszą część. I chyba mam już jej dość. Ale po kolei...
Główna bohaterka żyje w świecie, gdzie w wieku 16 lat robi się ludziom operacje plastyczne, które upodobniają do siebie całe społeczeństwo. W ten sposób nie istnieją kompleksy na punkcie odstających uszu, fałdek na brzuchu czy daleko osadzonych od siebie oczu. Jednak nasza dziewczyna poznaje przyjaciółkę, która kocha te swoje małe "wady" i chce uciec od rzeczywistości, w której wszyscy są śliczni i głupi. I tak rozpoczyna się wewnętrzny konflikt młodej Tally, która z pewnych powodów wyrusza w podróż za swoją znajomą...
Sam pomysł na taką dystopię jest ciekawy. Operacje plastyczne są aktualnie na czasie. Ludzie pożądają zmian w swoich ciałach, chcemy się non stop odmładzać. Jednak czytając "Brzydkich" doszłam do wniosku, że powieść jest bardziej skierowana na przygodę niż psychologiczne psychobełkoty o naszych potrzebach bycia pięknymi. Trochę szkoda, bo sama akcja nie jest zbyt wciągająca. Nie mamy tutaj zbyt wielu nowych przygód bohaterów, w kółko wałkowany jest problem sumienia Tally. Bardzo denerwował mnie fakt, że autor co chwila przypomina o poprzednich wydarzeniach, jakby czytelnik po przeczytaniu pięciu stron robił sobie miesięczną przerwę i potrzebował solidnego streszczenia wydarzeń z poprzedniego rozdziału. A może po prostu nasza bohaterka została wykreowana na taką drama queen, która co chwila roztrząsa przeszłość i musi nam o tym przypominać. Strona po stronie.
Zapewne przesadzam, bo aż tak nie jest lana woda, ale muszę przyznać, że było wiele momentów, w których się nudziłam i czytałam tylko dlatego, że nie chciałam porzucić tej powieści. Może bohaterowie uratowaliby sytuację, gdyby byli charyzmatyczni, oryginalni, szaleni. Ale dla mnie owa banda nastolatków, których poznajemy w książce, jest niezwykle przeciętna. Tak bardzo, że pomimo tego, że czytałam tę powieść parę dni temu, to musiałam przed chwilą sprawdzić jak nazywa się główna bohaterka książki.
Jednak muszę przyznać, że zakończenie tej pierwszej części jest bardzo dobrze rozegrane i zachęcające do sięgnięcia po kolejną częśc. I zapewne tak zrobię po dłuugiej przerwie. Nie muszę się martwić o to, że zapomnę o wydarzeniach z "Brzydkich", bo pewnie przeczytam o nich w "Ślicznych" wiele razy.
Moja ocena: 2,5/5
Aktualnie siąpi za oknem, jest buro i mgliście, więc pomyślałam: koniecznie muszę coś napisać o typowo wakacyjnych lekturach! Może to przywróci letnią pogodę.
Drugi oddech - Philippe Pozzo di Borgo
Philippe uległ wypadkowi, który nieodwracalnie go unieruchomił, i teraz wspomina swoje życie. W pierwszej części książki opisuje swoje wcześniejsze doświadczenia, aż do śmierci ukochanej żony Béatrice. Jako młody człowiek żył w złotej klatce, był wybrańcem losu. Stopniowo się to zmieniało, gdy Béatrice traciła kolejne dzieci i zachorowała na raka. Ciągu dramatów życiowych dopełnił jego wypadek na paralotni, który przykuł go do wózka. Zatrudnił wtedy do opieki Abdela, złodziejaszka i podrywacza z paryskich blokowisk. W zwykłych okolicznościach obaj pozostaliby na zawsze każdy w swoim świecie. Ich wspólne zmagania z cierpieniem i utratą bliskich, opisane w części „Diabeł stróż", pozwalają z całą ostrością ujrzeć podstawowe wartości, niezależne od podziałów społecznych. Piękna, poetycka opowieść o paradoksach losu, zabawnym zderzeniu kultur, sile przyjaźni i miłości, potędze wiary, którą czyta się jednym tchem
Wybrałam tę książkę z powodu filmu, który miałam obejrzeć jako pierwszy. Niesamowita dawka pozytywnych uczuć pomimo ciężkiej choroby, ciężkiego blokowiska i ciężkich problemów. Wszystko podane w lekkiej formie, ze smakiem. I jak polecam film, tak wierzę, że książka musi być jeszcze lepsza.
Sekretny język kwiatów - Vanessa Diffenbaugh
Jak nauczyć się porozumienia i miłości? Victoria spędziła młodość w rodzinach zastępczych i domach dziecka. Aspołeczna. Porywcza. Małomówna. Bezczelna – oto, co zapisywano w raportach. Ale jest bardzo wrażliwa i kocha kwiaty. Nieufna, porozumiewa się z otoczeniem za pomocą języka roślin. Poznała go dzięki Elisabeth, jednej ze swych przybranych matek. Nieprzystosowana i zła na cały świat, napotkanym ludziom najchętniej dawałaby bukiet nagietków, oznaczający żal, lub osty, sygnalizujące mizantropię.
Osiemnastoletnia Victoria zaczyna teraz dorosłe życie. Chce być florystką i dostaje pracę w kwiaciarni, gdzie przygotowuje bukiety o specjalnym znaczeniu, pomagające klientom w wyrażaniu wielu dobrych uczuć. Sama jednak nie chce o nich słyszeć, nie wierzy w nie, nie rozumie. Gdy spotyka Granta, który również zna język kwiatów w dziewczynie rozkwitają wcześniej nieznane uczucia. „Sekretny język kwiatów” jest pasjonującą opowieścią o odkrywaniu prawdziwych sensów, znaczeń i intencji, odbieranych inaczej przez każdego z nas. I o tym wspólnym, najintymniejszym obszarze porozumiewania się, możliwym, gdy w grę wchodzi to jedno jedyne, najpiękniejsze uczucie. Vanessa Diffenbauch podarowała nam prawdziwy skarb: bukiet z paproci (szczerość), mimozy (wrażliwość), dzięgiela (inspiracja), portulaki (wyznanie miłości) i dzwonów irlandzkich (szczęście)
Widziałam w Książnicy, nie wzięłam, bo wolałam jakieś paranormale. Teraz żałuję, bo wydaje się być niezwykłą, delikatną lekturą.
Słodki zapach brzoskwiń - Sarah Addison Allen
W innych okolicznościach ucieszyłoby ją to. Rozkoszowałaby się widokiem wstawionej Paxton, której całe życie było po prostu doskonałe; która ciągle sprawiała, że inne kobiety czuły się gorsze. Patrzyłaby z satysfakcją na pannę idealną wykładającą się jak długa, gdyby nie fakt, że otaczali ją pijani i agresywni mężczyźni.
Do niedawna Willa i Paxton starały się ze wszystkich sił, by nie wchodzić sobie w drogę. Wydawało im się, że dzieli je wszystko. Do momentu, kiedy tajemnica sprzed lat zmusiła je do wspólnego działania.
Czy Willa i Paxton będą potrafiły pozbyć się swoich uprzedzeń?
Czy istnieje prawdziwa kobieca przyjaźń? Taka, która buduje mosty i burzy mury?4. Nigdy i na zawsze - Ann Brashares
CZASEM MIŁOŚĆ TRWA DŁUŻEJ NIŻ ŻYCIE
Żyję od ponad tysiąca lat. Umierałem niezliczoną ilość razy. Zapomniałem, ile dokładnie. Zakochałem się i moja miłość trwa nadal. Ciągle szukam swojej ukochanej. Ciągle ją pamiętam. Noszę w sobie nadzieję, że pewnego dnia ona też mnie sobie przypomni.
„Dla wielbicieli wrażliwości Nicholasa Sparksa i »Zaklętych w czasie«”.
„Publishers Weekly”
„Prawdziwy romans!”
„The New York Times”
Magiczna opowieść o szansach, jakie otrzymujemy od losu, i o tym, że nie można odkładać życia na później. Historia miłości przekraczającej granice czasu. Książka, która przywraca wiarę w przeznaczenie, w to, że na każdego z nas gdzieś ktoś czeka.
Uwaga, widziałam tę książkę w empiku za połowę ceny w ramach promocji. Myślę, że warto zaopatrzyć swoją domową biblioteczkę w tę pozycję.
5. "Charlie" - Stephen Chbosky
Powieść „Charlie” została wydana w Stanach Zjednoczonych przez MTV Book pod oryginalnym tytułem „The Perks of Being a Wallflower” i osiągnęła ponadmilionowy nakład.
Okładka nie jest zbyt zachęcająca, ale mam nadzieję, że w niedługim czasie będę mogła sobie przeczytać tę książkę, na podstawie której nakręcono film z Ezrą i Emmą (Watson).
Książka ma formę listów pisanych do nieznanego przyjaciela przez nastolatka imieniem Charlie, nieśmiałego i wycofanego, choć niezwykle inteligentnego i wrażliwego ucznia pierwszej klasy liceum w Pittsburgu. Chłopak pisze o swoich pierwszych miłosnych doświadczeniach, relacjach w rodzinie, narkotykach i akceptacji.
Myślę, że ten post i tak jest zbyt długi, ponieważ umieściłam przy każdej powieści opis wydawców, streszczenia i jakieś hasła promujące książkę. Mam nadzieję, że jednak są wytrwali wśród nas i dotrwali do tego momentu, gdzie piszę:
Miłego czytania i do usłyszenia!
Bardzo często widywałam tę książkę w mojej miejskiej bibliotece, gdzie przeczytałam chyba wszystkie ciekawsze książki z działu dla dzieci/młodzieży, jednak nigdy nie miałam okazji zapoznać się z debiutem tego amerykańskiego pisarza, jakim jest John Green. Dopiero jakiś czas temu natrafiłam w internecie na Zielony Boom i "The Fault in Our Stars" i tak też ludzie po kolei zachwalali jego twórczość. Wtedy trafiło też we mnie, że przecież kojarzę tytuł "Looking for Alaska" i nawet wiem, gdzie zdobyć tę książkę.
W miejskiej jej nie mieli. Akurat, kiedy zaczęłam przeżywać pewnego rodzaju fascynację tą młodzieżówką. I tak zapomniałam o powieści, żyłam sobie wśród innych noweli, a później poszłam do Książnicy. No i przez przypadek trafiła mi w ręce. To było parę dni temu.
Na pierwszy rzut oka historia dość popularna, znana i oklepana. Młody outsider, jakich wielu w powieściach młodzieżowych (żeby czytelnicy mogli bardziej się wczuć w sytuację bohatera?) wyjeżdża do szkoły poza miejscem zamieszkania, tam poznaje przyjaciół, którzy są troszkę zwariowani, nie da się przy nich nudzić. I tak zaczynają tworzyć swoją własną, małą i elitarną grupę, w której są szczęśliwi, napruci i wolni.
Jednak John Green dokonał czegoś niebywałego, stworzył powieść, w której śmiech przeplata się ze smutkiem, bólem i inteligentnymi dialogami pomiędzy postaciami. Nie powiedziałabym, że jest to typowa młodzieżówka, gdzie Smerfy są dobre, a Gargamel zły. Wszyscy mają w sobie coś dobrego, ale także popełniają błędy. Przez to są tacy ludzcy i interesujący.
Klucha to chłopak, którego wyobrażamy sobie, jako kolesia grającego non stop na playstation z chrupkami, colą i energetykami pod ręką, który może i widzi ładne dziewczyny, imprezy, ale czuje, że stać go jedynie na obserwowanie tych "zjawisk". Pogodził się z tym, że nigdy nie będzie w elicie najpopularniejszych, jakie możemy spotkać w (prawie) każdej klasie. Jednak jakaś jego część chciałaby to zmienić. Bo kto nie pragnie tego, żeby być pożądanym i lubianym? Takim typem, bez którego nie uda się żadna impreza. Bo czegoś będzie na niej brakowało. I właśnie tego "czegoś" naszemu bohaterowi brak. A przynajmniej on tak uważa. Osobiście nic do niego nie mam, wychował się w kochającej rodzinie. Jednak uznał, że czegoś mu brak. I tak też wyruszył na pewnego rodzaju wędrówkę. I książka rozpoczyna się razem z jego wyjazdem i nowym życiem, którego pragnął...
Nie chcę streszczać książki, bo jaki byłby w tym cel, skoro nikt nie musi czytać powieści Greena do szkoły i żadne bryki nie są nikomu potrzebne, ale chciałabym na chwilę zatrzymać się przy przyjaciołach Kluchy.
Pułkownik to osoba przypominająca mi Prosiaczka z "Kubusia Puchatka" - mały ciałem, ale wielki duchem. Coś w tym jest, bo pomimo swojej budy, Pułkownik to świetny żołnierz. Strateg, który nigdy nie kabluje i jego najwyższą wartością jest honor. To także oddany przyjaciel, który, jak to wojskowy, lubi się trochę rządzić.
Takumi to Japończyk, który mówi zabawne rzeczy, jest jednym z muszkieterów i jakoś więcej o nim nie zapamiętałam;)
Natomiast Lara niezwykle mnie bawiła. Świetna Rumunka z jeszcze lepszym akcentem i zachowaniem trochę jakby Rumunia leżała na Marsie, a nie na tej samej planecie, na której żyją Amerykanie. W pewnym momencie książki było mi jej po prostu szkoda.
Alaska zasługuje chyba na największą część mojego wpisu dotyczącego książki Greena, ale wszyscy o niej gadają, więc trochę mam dość jej popularności. Która wzięła się skąd? Ta dziewczyna fascynuje innych, jest dziwna, hipnotyzuje swoimi szmaragdowymi oczami, jak to określił Klucha. Odbiega od normy, zachowuje się jak osoba z chorobą dwubiegunową. Świetne pomysły, świetne lektury. Inteligentna. Nie potrafi poradzić sobie z własną przeszłością, ale często zachowuje się jak hipiska, która chwyta dzień i pędzi na bezdechu. Może irytować, intrygować, ale nikt nie przejdzie obok niej obojętnie. Sama żyje trochę na krawędzi prawa, nie raz ryzykuje wyrzuceniem ze szkoły. Jednak zawsze się jej udaje wyjść bez szwanku. No, prawie zawsze...
Bohaterowie są tak barwni, że musiałam chociaż trochę o nich napisać. W gruncie rzeczy to oni tworzą tę historię, bez nich książka byłaby nudna, przewidywalna i mogłabym ją określić jako "jedną z wielu". A powieść Greena, a w szczególności Alaska są wyjątkowe.
Dlaczego jeszcze warto sięgnąć po tę lekturę? Ponieważ nie ma jasnego zakończenia. Tkwimy pomiędzy stronami czekając na wyjaśnienie pewnej tajemnicy, kiedy dochodzimy do ostatnich kartek pamiętnika Kluchy (bo książka została napisana w formie pamiętnika podzielonego na wydarzenia PRZED i PO) i dowiadujemy się, że pewnych rzeczy po prostu się już nie dowiemy. Nie ma jak, nie ma po co. Niektóre sprawy musimy sami przeżyć i tyle. Green dał pole do popisu czytelnikowi, możemy interpretować zachowanie bohaterów dowolnie, jest wiele możliwości ich motywacji. I za to cenię dobrą książkę, która niczego nie narzuca, ale zmusza do myślenia.
Moja ocena : 5/5
W miejskiej jej nie mieli. Akurat, kiedy zaczęłam przeżywać pewnego rodzaju fascynację tą młodzieżówką. I tak zapomniałam o powieści, żyłam sobie wśród innych noweli, a później poszłam do Książnicy. No i przez przypadek trafiła mi w ręce. To było parę dni temu.
Na pierwszy rzut oka historia dość popularna, znana i oklepana. Młody outsider, jakich wielu w powieściach młodzieżowych (żeby czytelnicy mogli bardziej się wczuć w sytuację bohatera?) wyjeżdża do szkoły poza miejscem zamieszkania, tam poznaje przyjaciół, którzy są troszkę zwariowani, nie da się przy nich nudzić. I tak zaczynają tworzyć swoją własną, małą i elitarną grupę, w której są szczęśliwi, napruci i wolni.
Jednak John Green dokonał czegoś niebywałego, stworzył powieść, w której śmiech przeplata się ze smutkiem, bólem i inteligentnymi dialogami pomiędzy postaciami. Nie powiedziałabym, że jest to typowa młodzieżówka, gdzie Smerfy są dobre, a Gargamel zły. Wszyscy mają w sobie coś dobrego, ale także popełniają błędy. Przez to są tacy ludzcy i interesujący.
Klucha to chłopak, którego wyobrażamy sobie, jako kolesia grającego non stop na playstation z chrupkami, colą i energetykami pod ręką, który może i widzi ładne dziewczyny, imprezy, ale czuje, że stać go jedynie na obserwowanie tych "zjawisk". Pogodził się z tym, że nigdy nie będzie w elicie najpopularniejszych, jakie możemy spotkać w (prawie) każdej klasie. Jednak jakaś jego część chciałaby to zmienić. Bo kto nie pragnie tego, żeby być pożądanym i lubianym? Takim typem, bez którego nie uda się żadna impreza. Bo czegoś będzie na niej brakowało. I właśnie tego "czegoś" naszemu bohaterowi brak. A przynajmniej on tak uważa. Osobiście nic do niego nie mam, wychował się w kochającej rodzinie. Jednak uznał, że czegoś mu brak. I tak też wyruszył na pewnego rodzaju wędrówkę. I książka rozpoczyna się razem z jego wyjazdem i nowym życiem, którego pragnął...
Nie chcę streszczać książki, bo jaki byłby w tym cel, skoro nikt nie musi czytać powieści Greena do szkoły i żadne bryki nie są nikomu potrzebne, ale chciałabym na chwilę zatrzymać się przy przyjaciołach Kluchy.
Pułkownik to osoba przypominająca mi Prosiaczka z "Kubusia Puchatka" - mały ciałem, ale wielki duchem. Coś w tym jest, bo pomimo swojej budy, Pułkownik to świetny żołnierz. Strateg, który nigdy nie kabluje i jego najwyższą wartością jest honor. To także oddany przyjaciel, który, jak to wojskowy, lubi się trochę rządzić.
Takumi to Japończyk, który mówi zabawne rzeczy, jest jednym z muszkieterów i jakoś więcej o nim nie zapamiętałam;)
Natomiast Lara niezwykle mnie bawiła. Świetna Rumunka z jeszcze lepszym akcentem i zachowaniem trochę jakby Rumunia leżała na Marsie, a nie na tej samej planecie, na której żyją Amerykanie. W pewnym momencie książki było mi jej po prostu szkoda.
Alaska zasługuje chyba na największą część mojego wpisu dotyczącego książki Greena, ale wszyscy o niej gadają, więc trochę mam dość jej popularności. Która wzięła się skąd? Ta dziewczyna fascynuje innych, jest dziwna, hipnotyzuje swoimi szmaragdowymi oczami, jak to określił Klucha. Odbiega od normy, zachowuje się jak osoba z chorobą dwubiegunową. Świetne pomysły, świetne lektury. Inteligentna. Nie potrafi poradzić sobie z własną przeszłością, ale często zachowuje się jak hipiska, która chwyta dzień i pędzi na bezdechu. Może irytować, intrygować, ale nikt nie przejdzie obok niej obojętnie. Sama żyje trochę na krawędzi prawa, nie raz ryzykuje wyrzuceniem ze szkoły. Jednak zawsze się jej udaje wyjść bez szwanku. No, prawie zawsze...
Bohaterowie są tak barwni, że musiałam chociaż trochę o nich napisać. W gruncie rzeczy to oni tworzą tę historię, bez nich książka byłaby nudna, przewidywalna i mogłabym ją określić jako "jedną z wielu". A powieść Greena, a w szczególności Alaska są wyjątkowe.
Dlaczego jeszcze warto sięgnąć po tę lekturę? Ponieważ nie ma jasnego zakończenia. Tkwimy pomiędzy stronami czekając na wyjaśnienie pewnej tajemnicy, kiedy dochodzimy do ostatnich kartek pamiętnika Kluchy (bo książka została napisana w formie pamiętnika podzielonego na wydarzenia PRZED i PO) i dowiadujemy się, że pewnych rzeczy po prostu się już nie dowiemy. Nie ma jak, nie ma po co. Niektóre sprawy musimy sami przeżyć i tyle. Green dał pole do popisu czytelnikowi, możemy interpretować zachowanie bohaterów dowolnie, jest wiele możliwości ich motywacji. I za to cenię dobrą książkę, która niczego nie narzuca, ale zmusza do myślenia.
Moja ocena : 5/5
