Hej:)
Coś ostatnio cierpię na nadmiar czasu w nocy i czytam książki. I co ciekawsze, od razu piszę tutaj na żywo moje przemyślenia. Jeśli chodzi o dzisiejszą lekturę to zdążyłam nawet wprowadzić jej zalecenia w życie! Ale o tym za chwilę...
Otóż poradnik domowy Jennifer L. Scott ma pomóc nam osiągnąć wymarzony paryski dom bez zmieniania swojego adresu na francusko brzmiący. Jennifer jest Amerykanką, ma męża Anglika i dwójkę dziewczynek. A do tego kultywuje wiele zaleceń Madame Chic, u której miała przyjemność mieszkać przez pewien czas. I postanowiła przenieść wyniesione z tamtego domu zasady do swojego jednorodzinnego domu w Santa Monica.
W skrócie napiszę, że to kolejna z tych książek, które czytamy zapełniając sobie urlop/wakacje/przerwę w serialu. Niczego w naszym życiu nie zmieni, ale... MY SAMI możemy się zainspirować do wprowadzenia zmian.
I tutaj chcę podzielić się z Wami tym, co sama dzisiaj osiągnęłam. Otóż właśnie ta niepozorna książka skłoniła mnie do wielkiego odgracania mojej przestrzeni do pracy. Mało tego odgracania, wyrzuciłam 5 torebek z mocnym postanowieniem, że zostanę minimalistką (jakieś chętne na darmowe torebki?) a na dodatek wywaliłam wielki stojak, który wykorzystywałam do tych właśnie torebek. Oprócz tego w końcu podłączyłam głośniki, które przez 2 lata (poważnie) trzymałam w pokoju z myślą "później się nimi zajmę". Jak się okazuje, można żyć z taką myślą naprawdę długo. Piękne jest życie osoby, która często korzysta z prokrastynacji.
W skrócie: może się to wydawać zabawne, ale ta książka pozornie zorganizowała mi życie. Autorka napisała do mnie - "Tak, Ty. Idź i ogarnij w końcu to, czym miałaś zająć się wieki temu i bądź szczęśliwa ze swojego mieszkania." Doprawdy interesujące jest to, że musiałam to przeczytać, żeby zacząć działać. Nie wiem, jak to prezentuje się u Was, ale dla mnie takie programy typu "Perfekcyjna Pani Domu" są bardzo motywujące. Sama, oglądając innych, mam dużą ochotę wziąć się za solidne porządki.
Autorka dorzuca ciekawe playlisty z muzyką do odpowiednich pór dnia czy danych sytuacji, z którymi mamy do czynienia w swoim życiu. Oprócz tego mamy przepisy, metody na składanie ręcznika czy niezastąpiony ocet z wodą do mycia całego domu. Koniecznie dodajcie krople zapachu lawendowego!
Podsumowując: ten poradnik jak i inne nie oświeci tych, którzy wiedzą, że trzeba się zorganizować. Sprzątajmy na bieżąco, bo parę minut małych porządków to nic w porównaniu z wielkim odgracaniem na wiosnę i myciem okien dla Jezusa. Co ciekawe i warte zapamiętania: doceniajmy to co mamy, bo nawet największe wille można zagracić niepotrzebnymi rzeczami, a małe przestrzenie mogą być niezwykle przytulne i estetyczne, jeśli włożymy w to trochę wysiłku. Jak mnie życie nauczyło, we wszystko musimy włożyć pracę, żeby widzieć zadowalające nas efekty. Nawet jeśli mowa o prozaicznym sprzątaniu. A może przede wszystkim.
Właśnie w telewizji usłyszałam rady jakiejs 20-latki : "Najlepsze akcje ma się po pijaku, a nie siedząc w domu z książką". Jak łatwo się domyślić - "Madame Chic" leży obok mnie na kanapie. I być może niech to będzie puentą tej recenzji.
Moja ocena: 3/5
Coś ostatnio cierpię na nadmiar czasu w nocy i czytam książki. I co ciekawsze, od razu piszę tutaj na żywo moje przemyślenia. Jeśli chodzi o dzisiejszą lekturę to zdążyłam nawet wprowadzić jej zalecenia w życie! Ale o tym za chwilę...
Otóż poradnik domowy Jennifer L. Scott ma pomóc nam osiągnąć wymarzony paryski dom bez zmieniania swojego adresu na francusko brzmiący. Jennifer jest Amerykanką, ma męża Anglika i dwójkę dziewczynek. A do tego kultywuje wiele zaleceń Madame Chic, u której miała przyjemność mieszkać przez pewien czas. I postanowiła przenieść wyniesione z tamtego domu zasady do swojego jednorodzinnego domu w Santa Monica.
W skrócie napiszę, że to kolejna z tych książek, które czytamy zapełniając sobie urlop/wakacje/przerwę w serialu. Niczego w naszym życiu nie zmieni, ale... MY SAMI możemy się zainspirować do wprowadzenia zmian.
I tutaj chcę podzielić się z Wami tym, co sama dzisiaj osiągnęłam. Otóż właśnie ta niepozorna książka skłoniła mnie do wielkiego odgracania mojej przestrzeni do pracy. Mało tego odgracania, wyrzuciłam 5 torebek z mocnym postanowieniem, że zostanę minimalistką (jakieś chętne na darmowe torebki?) a na dodatek wywaliłam wielki stojak, który wykorzystywałam do tych właśnie torebek. Oprócz tego w końcu podłączyłam głośniki, które przez 2 lata (poważnie) trzymałam w pokoju z myślą "później się nimi zajmę". Jak się okazuje, można żyć z taką myślą naprawdę długo. Piękne jest życie osoby, która często korzysta z prokrastynacji.
W skrócie: może się to wydawać zabawne, ale ta książka pozornie zorganizowała mi życie. Autorka napisała do mnie - "Tak, Ty. Idź i ogarnij w końcu to, czym miałaś zająć się wieki temu i bądź szczęśliwa ze swojego mieszkania." Doprawdy interesujące jest to, że musiałam to przeczytać, żeby zacząć działać. Nie wiem, jak to prezentuje się u Was, ale dla mnie takie programy typu "Perfekcyjna Pani Domu" są bardzo motywujące. Sama, oglądając innych, mam dużą ochotę wziąć się za solidne porządki.
Autorka dorzuca ciekawe playlisty z muzyką do odpowiednich pór dnia czy danych sytuacji, z którymi mamy do czynienia w swoim życiu. Oprócz tego mamy przepisy, metody na składanie ręcznika czy niezastąpiony ocet z wodą do mycia całego domu. Koniecznie dodajcie krople zapachu lawendowego!
Podsumowując: ten poradnik jak i inne nie oświeci tych, którzy wiedzą, że trzeba się zorganizować. Sprzątajmy na bieżąco, bo parę minut małych porządków to nic w porównaniu z wielkim odgracaniem na wiosnę i myciem okien dla Jezusa. Co ciekawe i warte zapamiętania: doceniajmy to co mamy, bo nawet największe wille można zagracić niepotrzebnymi rzeczami, a małe przestrzenie mogą być niezwykle przytulne i estetyczne, jeśli włożymy w to trochę wysiłku. Jak mnie życie nauczyło, we wszystko musimy włożyć pracę, żeby widzieć zadowalające nas efekty. Nawet jeśli mowa o prozaicznym sprzątaniu. A może przede wszystkim.
Właśnie w telewizji usłyszałam rady jakiejs 20-latki : "Najlepsze akcje ma się po pijaku, a nie siedząc w domu z książką". Jak łatwo się domyślić - "Madame Chic" leży obok mnie na kanapie. I być może niech to będzie puentą tej recenzji.
Moja ocena: 3/5
Miłego czytania i do usłyszenia!





















